Jesteś tutaj
Start > Kraje > Niemcy > Alpejskie zamki i Liechtenstein

Alpejskie zamki i Liechtenstein

     Dzisiaj wracamy, ale zanim skierujemy sie na niemieckie autostrady zaplanowaliśmy poznać pozostałą część doliny Vel Vensona, aż do jej wschodniego krańca. Po drodze mijaliśmy liczne sady owocowe głównie winne i jabłkowe. Tak jak dolina Martello słynie z truskawek, tak ta dolina słynie z jabłek. Co kawałek widać przydrożne sklepiki oferujące jabłka, soki i inne przetwory z tego owocu.

      Merano (Meran)Merano (Meran) to największe miasto leżące w dolinie Val Venosta, jest ono jednocześnie zamknięciem tej doliny od wschodu. Pierwszym rzucającym się w oczy elementem charakterystycznym miasta są palmy. Palny śródziemnomorskie otoczone ośnieżonymi trzytysięcznikami. Wpływ na tą dość egzotyczną roślinność ma docierający z południa ciepły klimat śródziemnomorski i średnio aż trzysta słonecznych dni w roku. My zatrzymaliśmy się przy jednym z pięknych parków w samym centrum miasta. Miasteczko ładne i ciekawe. Główna ulica będąca deptakiem oferuje pod arkadami liczne sklepy z regionalnymi produktami. Niestety wszystkie były mocno komercyjne, a ceny w nich dość wysokie. Na szczęście na niewielkim ryneczku rozstawili się drobni kupcy, którzy prosto z wozów oferowali podobne, a moim zdaniem bardziej ciekawe i co ważne dużo tańsze produkty oraz pamiątki. Różnego rodzaju sery, głównie twarde i długo wędzone, słynny suszony szpek, wina smakowe i octy jabłkowe.
Na mnie duże wrażenie zrobiły małe figurki poustawiane w równych miejscach które były jednocześnie małymi fontannami lub źródełkami. Wąskie uliczki stawały się jeszcze bardziej przytłaczające, gdy na ich końcu w oddali widać było masywne pionowe i ciemne ściany otaczających gór. Nad miastem górują dwie wierze. Wieża zamku książąt Tyrolskich i wieża kościoła di Santa Maria del Conforto (Maria-Trost-Wallfahrtskirche).

     Castelbello (Kastelbell)Jadąc w kierunku granicy z Szwajcarią mijamy malowniczo położony, tuż nad samą drogą na potężnym bloku skalnym zamek Castelbello (Kastelbell). Droga w tym miejscu bardzo się zwęża, wciskając się miedzy rzekę Adige (Etsch) a pionowe ściany skalne. Dostęp do zamku nawet dzisiaj jest trudny. Otaczające ze wszystkich stron pionowe ściany i bardzo strome podejście pod bramę eliminują niecierpliwych i nie wytrwałych gości. My postanowiliśmy wejść do środka, po moście zwodzonym nad dość głęboką szczelina skalną. Na zamku cicho i głucho. Gdyby nie ulotki informujące o zbliżających się imprezach można było by sądzić, że nic się tam nie dzieje. Sam zamek jak to na niemiecka kulturę przystało bardzo zadbany i czysty. Pokręciliśmy się trochę po krużgankach, zaglądając w kąty gdzie tylko się dało. Jest to potężny zamek z XIII wieku będący kiedyś siedziba rodu Montalban (tak wyczytałem).

Glorenza (Glurns)     Teraz już prosto na zachód w kierunku granicy z Szwajcarią. Przed samą granicą przejechaliśmy jeszcze przez bardzo ciekawą miejscowość Glorenza (Glurns). Cała miejskość otoczona jest potężnym murem. Wjeżdża się do niego przez bramę tak wąską, że nie mam pojęcia jak tam dostają się nawet średniej wielkości samochody. Za bramą znajdujemy się nagle w innym, średniowiecznym świecie, bardzo wąskie uliczki otoczone stylowymi, kolorowymi i kamiennymi kamienicami. Mały ryneczek. Druga brama i jesteśmy za murami kilka kilometrów przed granicą.

Pass dal Fuorn (Offenpass) na wysokości 2149 m n.p.m.     Naturpark Biusfera Val MüstairZaraz za granicą Szwajcarii wjeżdżamy na teren Naturpark Biusfera Val Müstair w dolinie o tej samej nazwie. Droga zaczyna się ostro piąć w górę, wijąc się ciemną wstęgą wśród szaro-grafitowych ścian otaczających nas pasm Alp Retyckich. Widoki są zapierające dech w piersiach, widać jak nad i pod nami na nitce asfaltu mozolnie wspinają się samochody. Tutaj nie widać już nigdzie, żadnych domów. Szczytowym punktem wspinaczki jest przełęcz Pass dal Fuorn (Offenpass) na wysokości 2149 m n.p.m. Jest tu hotel, bar i poczta. Ciekawostką jest, że na tej trasie kursują autobusy poczty szwajcarskiej, będące jednocześnie lokalną komunikacją. Przełęcz ta ze względu na swoje wysokie położenie, przez dużą część roku (X-V) jest zamknięta, nawet latem warunki podróżowania są trudne. My ruszając dzisiaj z dna doliny ubrani byliśmy w krótkie rękawki, na górze zastał nas śnieg i ostry wiatr. Temperatura w granicach zera. Długo tam nie staliśmy, kilka fotek i jazda ostro w dół. Zimno. Parc Naziunal SvizzerDalej zaczyna się kolejna z pięknych dolin szwajcarskich Val del Fuorn, będąca jednocześnie jedynym w Szwajcarii i najstarszym w Alpach parkiem narodowym – Schweizerischer Nationalpark – Parc Naziunal Svizzer. Oczywiście znajduje się on też na światowej liście dziedzictwa światowego UNESCO. Do tego parku warto pojechać gdy śniegi całkowicie stopnieją i pochodzić po okolicznych szlakach. Bo można tu natrafić na wiele bardzo ciekawych zwierząt. My niestety nie mamy na to czasu.

     Przełeczy Flüela (Flüelapass) na wysokości 2383 m n.p.m.Za parkiem mijamy Zernez, Susch tutaj planowaliśmy przejechać tunelem pod Alpami jednak cena 40CHF szybko nas zniechęciła. I całe szczęście. Skręciliśmy w dolinę Val Susasca. Bardzo szybko dokoła nas pojawił się posępny, surowy krajobraz. Gołe szare ściany zboczy, dołem płynąca rzeka, droga jak na Szwajcarię słabej jakości przyklejona do jednego ze zboczy. Jak zwykle znowu ostro do góry. Szaro, buro i tylko wielkie połacie śniegu dają trochę jasnego blasku temu miejscu. Strasznie wieje. Tuż za krawędzią drogi, za lichymi barierkami skarpa kilkaset metrowej głębokości. Zakręt za zakrętem, wyłaniający się za każdej skały. Nie widać nadjeżdżających pojazdów z naprzeciwka. Na dodatek nadciąga mgła. Z każdym kilometrem coraz gęstsza, widoczność spada do kilku może kilkunastu metrów. W końcu docieramy do Przełeczy Flüela (Flüelapass) na wysokości 2383 m n.p.m. Jest to nasz najwyższy punkt na jaki udało nam się wjechać samochodem. Zaczyna sypać śnieg. Zatrzymaliśmy sie przy hotelu – schronisku. FlüelatalTeoretycznie z jednej strony mamy szczyt Flüela Schwarzhorn (3147 m) a z drugiej Flüela Weisshorn (3085 m). Mówię teoretycznie, bo jest taka zawieja śnieżna, że nic nie widać. Drogę tą wybudowano w latach sześćdziesiątych osiemnastego wieku i była to jedyna droga łącząca te rejony Alp z resztą Szwajcarii. Tutaj już kończą się strome przepaście, dolina zwęża się, a droga zaczyna wić się ostrymi serpentynami w dół do doliny Flüelatal. Nadal pada śnieg z deszczem, do tego mgła i droga śliska jak diabli. Na kilku zakrętach pojedyncze domy, gdzieniegdzie hotel. Przy ładnej pogodzie musi być tu pięknie, teraz jest surowo i przerażająco.

     Całą serią serpentyn dojechaliśmy do Davos. To tutaj co jakiś czas spotykają się najważniejsi politycy świata z grupy G6 aby rozmyślać nad naszym losem. Na nas miasteczko nie wywarło pozytywnego wrażenia. Kilka super luksusowych hoteli, sklepów i nic więcej. Nieciekawe przereklamowane miejsce. Jedziemy dalej.

         Z Davos do niewielkiego państewka Liechtenstein jest zaledwie 70 km. Granicę przekroczyliśmy na malowniczej polanie obok jednego z dwóch zamków w tym kraju – Balzers, leżący w miejscowości o tej samej nazwie. Jest to maleńkie państewko leżące miedzy Szwajcaria a Austrią. Liechtenstein - granicaGdyby nie nowoczesna zabudowa widoczna na każdym kroku, można by odczuć wrażenie cofnięcia się o kilkaset lat i że z za rogu wyjdzie do nas książę ze swoją świtą i rycerzami. Z jednej strony granice Liechtensteinu stanowi rzeka Ren, z drugiej strome zbocza Alp sięgające szczytu Grauspitz o wysokości 2599 m np.m. Na jego terenie jest zalewie kilka miasteczek połączonych jedną główną drogą biegnącą wzdłuż rzeki. Zamek Balzers leżący na szczycie niewielkiego wzniesienia na samym środku polany jak i inne historyczne obiekty jest malowniczo położony. Niestety dość rzadko udostępniany do zwiedzania. Z jego przedzamcza roztacza się ładny widok na całą południową część państwa. Liechtenstein jest monarchią pod panowanie księcia Adama Jana II. Władca ten ma największą realną władzę polityczną wśród wszystkich państw w Europie. Żadna zmiana konstytucji nie może być przeprowadzona bez zgody księcia. Mimo specyficznej, autorytarnej władzy, są tu niskie podatki dające mieszkańcom jak i inwestorom raj podatkowy. Jak na księcia przystało, książę panuje w swoim zamku na zboczu góry nad stolicą kraju Vaduz. Stąd ma on piękny widok na całe swoje księstwo.
Kretą drogą wspięliśmy się do bramy zamku gdzie spotkało nas niemile rozczarowanie. Najważniejszy obiekt zabytkowy w całym państwie nie jest dostępny do zwiedzania, więcej stanowi on własność prywatną księcia i jego rodziny. Sam zameczek dość ładny, kamienny i niezbyt duży, położony z jednej strony na skalnej półce nad miastem z drugiej z dostępem do niewielkiego lasu u podnóża gór.
Przy głównej drodze Vaduz obok parlamentu i banku centralnego Liechtenstein jest informacja turystyczna która jako główną atrakcję poleca zamek. Tak, ten zamek który jest nie dostępny.

Liechtenstein - castle     LindauZbliżało się późne popołudnie więc czas wracać. Tuż za Liechtensteinem, u zbiegu granic Szwajcarii, Austrii i Niemiec nad największym jeziorem w Alpach (Jezioro Bodeńskie) leży miasteczko Lindau. Postanowiliśmy tutaj coś jeszcze zjeść przed długa jazdą i chwilę odpocząć. Była to bardzo dobra decyzja. Większość miasta, wraz ze starówką położna jest na wyspie, która z lądem połączona jest tylko jedną drogą i linią kolejową. Starówka w stylu renesansowym położona jest przy samym porcie, który stanowi najważniejszy element miasta. To stąd odpływają wszelkiego rodzaju statki do większości miast położonych wzrłóż brzegów tego olbrzymiego jeziora. Tak po stronie Szwajcarskiej jak i Niemieckiej. To jezioro z brzegu przypomina morze pośród majestatycznych ośnieżonych szczytów Alp. Wejście do portu chronią dwie symboliczne budowle. Latarnia morska i kamienny lew, symbol Bawarii, stanowiące wąskie przejście do portu.
Wiele kamienic wokół portu zasługuje na uwagę, w szczególności freski na budynku ratusza, ale i sąsiednie kamienice niewiele ustępują atrakcyjnością ratuszowi.
Akurat tego dnia w Lindau odbywał się jakiś festyn związany z jeziorem i można było posłuchać muzyki oraz spróbować specjałów regionalnych.

   To już koniec naszego poznawania tego ciekawego regionu. Mam nadzieję, że jeszcze tu wrócimy. Teraz czeka nas kilkanaście godzin jazdy do domu.

<< cała podróż             << wcześniejszy dzień             dzień:  1   2   3   4   5   6   7

Wasze komentarze

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.