Jesteś tutaj
Start > Kraje > Austria > Alpy – Südtitol

Alpy – Südtitol

Boże Ciało. Okazuje się, że Tyrolczycy są jeszcze bardziej „pobożni” niż Polacy. Mimo, że dzisiaj czwartek wszystko pozamykane. Postanowiliśmy przechytrzyć trochę pogodę i pojechać na drugą stronę Alp.

30 maja 2013 r.

         Łatwo się mówi na drugą stronę. Aby to zrobić trzeba objechać całe pasmo Alp Ötztalskich. Już kawałek przed Wenss zaczyna się Naturpark Kaunergrat - logoNaturpark Kaunergrat. Kolejny z pięknych Tirol - mapaalpejskich parków krajobrazowych. Stromą i krętą drogą wspięliśmy się na Piller Moor gdzie znajduje się dyrekcja i pawilony wystawowe parku. Jest stąd piękny widok na dolinę rzeki Inn. Wcinającą się ostro między pionowe ściany masywu Samnaungruppe. Teraz ostro w dół między małymi, malowniczymi wioskami rozlokowanymi na górskich halach. Doliną rzeki Inna, przy styku z granicą szwajcarską, docieramy do granicy włoskiej. Tu zaczyna się Tyrol Południowy (Südtitol). Z tym regionem jest taki problem, że leży na terenie Włoch ale etnicznie przynależy do Turolu czyli społeczności niemieckiej. Jeszcze do niedawna region ten nosił włoską nazwę Trydent-Górna-Adyga (Trentino-Alto Adige). Obecnie na mocy porozumienia częściej lecz mniej oficjalnie stosuje się nazwę Tyrol Południowy (Północny  jest w Austrii). To włosko-niemieckie rozdwojenie widać na każdym kroku. Zaczynając od dwujęzycznych nazw miejscowości, po język niemiecki używany przez mieszkańców. Tu taj wszyscy mówią nie po włosku tylko po niemiecku. Jak można przeczytać w przewodnikach region ten łączy austriackie tradycje i śródziemnomorski charakter – czyli „te inne Włochy”. Ja dalej będę podawał nazwy włoskie a w nawiasie niemieckie.

Naturpark Kaunergrat     Przemknęliśmy obok sztucznego zbiornika który tworzy obecnie jezioro Lago di Resia (Reschensee), na środku którego wystaje tylko wieża zatopionego niegdyś kościoła. Obecnie jest to symbol tego regionu. Tu zaczyna się szeroka na 2-3 kilometry piękna dolina Val Venosta (Vinschgau), w poprzek której trawersem biegnie szosa (trochę szpecąc widok). Soczysta zielona trawa odcina się od ciemnych ostrych skał, na szczytach których leży jeszcze śnieg. A czarna serpentyna szosy wygląda z góry jak wijąca się żmija na trawie. Mijamy Burgusio (Burgeis) z widocznym z dala, na skalnej półce potężnym zamkiem Castello del Principe (Fürstenburg) z XVI wieku i najwyżej w europie położonym opactwem benedyktynów, klasztorem Monte Maria (Marienberg) z XII wieku.

     Było już, późne popołudnie. Zaczęliśmy rozglądać się za jakimś miejscem na nocleg. Jechaliśmy tak od jednej miejscowości do drugiej wzdłuż doliny, mając cały czas z wschodniej strony zbocza wysokich Alp Ötztalskich, a z zachodniej winnice. Mimo, że po tej stronie Alp jest już wiosna, to jeszcze chyba nie rozpoczął się tu sezon turystyczny. Dotarliśmy do Coldrano (Goldrain). Tu był jedyny otwarty już camping.

31 maja 2013 r.

   Sudtirol - logoTego regionu nie mieliśmy dokładnie zaplanowanego. Postanowiliśmy więc trochę improwizować i zaufać przeczuciu. Pogoda w odróżnieniu od wcześniejszych dni idealna i zupełnie inna. Ciepło około 18oC, brak wiatru i żadnej chmurki na niebie. Nasz dzisiejszy kierunek to dolina Val Martello (Martelltal). Dolina ta słynie przede wszystkim z dwóch rzeczy. Zimą z biatlonu – są tu podobno najlepsze trasy biatlonowe w Alpach oraz latem z truskawek. Na każdym kroku mijaliśmy tablice zachwalające tutejsze owoce. O tej porze niestety jeszcze ich nie ma, ale w odróżnieniu od polski truskawek, tu na krzaczkach już widać małe, zielone, jeszcze nie dojrzałe owoce.

   Startujemy z wysokości około 657 m n.p.m.  Tuż za Morter mijamy ruiny jakiegoś zamku niestety nic więcej nie udało mi się o nim znaleźć. Z pewnością zamek ten bronił kiedyś wejścia do doliny. Droga na razie biegnie dość łagodnie, delikatnymi zakolami. Po kilku kilometrach dojeżdżamy do pierwszej serpentyny. Sześć ostrych zakrętów różnica poziomu 150 m, średnie nachylenie 12% i to wszytko na odcinku 1500 m. To chyba najbardziej widowiskowy podjazd na całej dzisiejszej trasie. Przebiega między polami i sadami dlatego cała trasa jest pięknie widoczna zarówno z dołu jak i z góry. Na górze w Burgone możemy (musimy) odpocząć i rozkoszować się widokiem na wylot doliny i trasę którą przejechaliśmy. Teraz wyjaśniły się dziwne malowidła na szosie. Co kawałek były jakieś napisy, rysunki kolarzy. Okazało się, o czym nie wiedzieliśmy wcześniej, że to właśnie tą drogą co roku wspinają się kolarze w jednym z najsłynniejszych wyścigów kolarskich Giro d’Italia. Odcinek ten jest uznawany za jeden z trudniejszych.

   Parco Nazionale dello Stelvio - logoJBurgoneedyna większa miejscowość w dolinie to Martello (Martell). To tu są główne zakłady przetwórstwa owoców i centrum informacji turystycznej Parku Narodowego Stelvio – Parco Nazionale dello Stelvio (Nationalpark Stilfserjoch). Jest to największy park narodowy w Alpach. Obejmuje on pobliskie grzbiety górskie, wspaniałe lasy, wysokie górskie łąki od granicy Szwajcarskiej do doliny Val Venosta. To tutaj co kawałek rwące strumienie i wodospady przecinają zielone pastwiska i łąki. A wszystko to otoczone białymi szczytami lodowca i majestatycznego szczytu Cevedale (Züffalspitze) 3769 m n.p.m. widocznego w oddali. W odróżnieniu od naszych parków narodowych tutaj w krajobraz wplatają się uprawy truskawek, wiśni i malin. Uprawianych przez tutejszych rolników zwanych rolnikami górskimi.

Dalej nasz szlak prowadzi cały czas doliną Martell pod górkę. Wjeżdza w liczne tunele i przecina kilka maleńkich wiosek skoncentrowanych głownie na truskawkach. Mijamy oczywiście słynne trasy biatlonowe. Tak docieramy do drugiego bardzo trudnego odcinka jakim jest podjazd pod zaporę przy sztucznym zbiorniku Largo Gioveretto (Zufrittsee). Różnica poziomu 180 m, średnie nachylenie 14% i to wszystko na odcinku 1200 m. Mordęga, ale jednocześnie coś wspaniałego. Tutaj droga biegnie już w lesie, a niektóre zakręty są tak ciasne, że pokonanie ich nawet rowerem jest trudne, a co dopiero samochodem.

Podobna wspinaczka czekała Sudtirol - mapanas jeszcze przed końcem doliny ale niestety przy jednym z mocniejszych pociągnięć pedałami, nagle coś zgrzytnęło, strzeliło i rower się popsuł. Niestety tak nieszczęśliwie, że pękł mi wspornik do przerzutki. Koniec jazdy. Nasz mechanik, czyli Michał nie był w stanie w takiej sytuacji nic poradzić. Związaliśmy łańcuch drutem i przede mną jazda 23 kilometry bez pedałowania. Na szczęście tym razem z górki, więc w zasadzie nie było z tym większego problemu. To są takie sytuacje kiedy opłaca się jechać pod górę, aby potem móc zjechać.

   Wróciliśmy na nasze pole namiotowe. Zaliczyliśmy jeszcze sklep aby trochę uzupełnić zapasy. Niestety awaria pokazała się na tyle poważna, że bez wizyty w sklepie rowerowym nie ma możliwości dalszej jazdy. Ponieważ w okolicy nie było takiego sklepu postanowiliśmy resztę dwa pozostałe dni spędzić na nogach.

Awaria<< cała podróż             << wcześniejszy dzień             dzień:  1   2   3   4   5   6   7

Wasze komentarze

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.