Jesteś tutaj
Start > Kraje > Egipt > Kair, Giza – z wizytą u faraonów

Kair, Giza – z wizytą u faraonów

   Będąc nad morzem czerwonym postanowiliśmy zwiedzić Kair i piramidy w Gizie. Jak się później okazało był to dobry wybór, bo kilka tygodni po naszym powrocie w Egipcie wybuchła rewolucja obalająca prezydenta Mubaraka. Przez kilka kolejnych lat wyjazdy w te rejony były bardzo ograniczone i niebezpieczne. To właśnie na słynnym placu Tahrir w Kairze przez wiele miesięcy w telewizji mogliśmy oglądać walki zwolenników i przeciwników ówczesnej władzy.

i_inne
egipt_galeria
Kari  i Gizę, tak jak pewnie większości z Was, udało nam się zwiedzić przy okazji będąc na wakacjach w jednym z egipskich kurortów Sharm el Sheikh (o nim kilka zdań na końcu). Tak było i z nami. Zdajemy sobie, że nie jest to wyszukany i w pełni ekscytujący sposób podróżowania, jednak na pewno najłatwiej osiągalny i czemu nie skorzystać jak można. Tak wiem, większość z was w tym momencie skrzywiła się i pomyślała sobie „o Boże, ale snoby, pojechali na najtańszą wycieczkę do Egiptu i szpanują, że byli w Kairze”. Tak, takie wyjazdy też nam się zdarzyły. Obecnie nie preferujemy wakacji typu „all inclusive” z wielu oczywistych powodów, ale aby się o tym przekonać trzeba spróbować. I my tak zrobiliśmy.Wracając do głównego naszego tematu. Autobus podjechał po nas pod hotel około północy. Podróżowanie po Egipcie, a w szczególności po Półwyspie Synaj jest dość skomplikowane. Na szczęście te utrudnienia w nieznacznym stopniu dotyczą turystów. Półwysep Synaj to w zasadzie taka enklawa turystyczno-militarna na terenie Egiptu. Jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej zajęły go wojska izraelskie po wojnie sześciodniowej.

   Zamieniając go głownie w bazy wojskowe a sam Sharm el Sheikh w ośrodek wczasowy dla żołnierzy. Po podpisaniu pokoju i zwrocie Egiptowi tego terenu, nie wolno tam mieć więcej niż kilkuset żołnierzy i ograniczoną bazę turystyczną. Turystom z Europy aby tam wjechać wystarczy wiza tak zwana „Only Synaj”, zezwalająca na wjazd tylko na ten półwysep. Aby dostać sie do Kairu, czyli na kontynent i wyjechać z strefy „turystycznej” musimy mieć pełną wizę, którą można dostać niestety tylko na lotnisku. Na szczęście wiedzieliśmy o tym i taką też mieliśmy. Egipcjanie aby tu wjechać muszą mieć specjalne pozwolenia, które mogą zdobyć tylko jeśli tu pracują. Poruszanie się samodzielnie po tym terenie jest praktycznie nie możliwe. Po pierwsze bardzo mało jest dróg, wszystkie biegną po pustyni lub w górach. Brak jakiejkolwiek komunikacji publicznej. A co najważniejsze co kawałek kontrole na drogach. Te specjalne zabezpieczenia związane są z ochroną turystów przed ewentualnymi zamachami terrorystycznymi, które niesyte zdarzały się tutaj wcześniej. Ponieważ turystyka to najważniejsze źródło dochodu budżetu tego Państwa, władze postanowiły za wszelką cenę zapewnić turystom bezpieczeństwo. W zamian za to, turyści przybywający tu bardzo licznie zostawiają olbrzymie sumy pieniędzy. Niestety co widać na każdym kroku, z tych profitów korzystają tylko elity, a przeciętny Egipcjanin klepie swoją biedę. Jak by tych zabezpieczeń było mało, do każdego autobusy z turystami przydzielany jest uzbrojony ochroniarz. Dobrze zbudowany facet ,w ciemnym garniturze, który wcale nie ukrywa, że w każdej chwili gotowy jest skorzystać z swojego pistoletu, który ma przy pasku.

   Jedziemy. Drogi w Egipcie są dość dobre i z reguły kilometrami ciągną się bez jakichkolwiek zakrętów. Co bardzo skrupulatnie wykorzystują egipscy kierowcy, pędząc na łeb na szyję, nie ważne czy z turystami, czy z cysterną wyładowaną po brzegi ropą. O ile ktoś może spać, noc mija szybko i nad ranem przekraczamy Kanał Sueski łączący Morze Czerwone z Morzem Śródziemnym. Sztuczny kanał na olbrzymie statki, dzięki którym drogę z Europy do Indii można pokonać kilka tygodni szybciej, bez konieczności opływania całej Afryki. Nam Polakom, chyba najbardziej kojarzy się z powieścią Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w Puszczy”.

   Nad ranem koło dziewiątej jesteśmy na miejscu. Kair (القاهرة) to olbrzymie miasto, wielka metropolia, licząca prawie siedem milionów ludzi. Nie przypominająca jednak miast europejskich. Ciągnące się kilometrami ulice z małymi, prawie rozpadającymi się domami, bez szyb. Wszędobylskie olbrzymie anteny satelitarne, jedyna rozrywka ludności. Pędzące z każdej strony rozpadające się samochody, pomiędzy którymi lawirują tysiące motorów obładowanych gorzej niż niejedna ciężarówka w Europie. Ludzie przechodzący a właściwie przebiegający przez jezdnie każdym miejscu. Im bliżej centrum tym pojawia się więcej ładnych kamienic, sklepów, pomalowanych krawężników i drzew. Mijamy co chwilę meczet z charakterystycznymi, wąskimi i wysokimi minaretami wystającymi ponad inne budynki. Wszytko jednak spalone przez słonce i przysypane drobnym szarym kurzem. W centrum zielenią się wysokie palmy, krzewy, widać, że specjalnie podlewane i dbanie. W oddali widzieliśmy kilka wysokich ekskluzywnych wieżowców, będących zapewne centrum biznesowym Kairu i całego Egiptu. Na ulicy wielki ruch i hałas. Nie dosyć, że chyba wszystkie jeżdżące tu samochody mają pourywane tłumiki, to jeszcze na każdym kroku słychać krzyki „rozmawiających” i handlujących arabów.

   Podjechaliśmy pod samą brajednego z najsłynniejszych muzeów świata.  Muzeum Egipskie w Kairze. O wyjątkowości tutejszych zbiorów świadczy już ochrona przed wejściem. Trzeba zostawić wszelkie aparaty, kamery i narzędzia niebezpieczne. W przeciwnym razie zostaną skonfiskowane. Co niestety miałem okazje widzieć, na szczęście nie moje. Z zewnątrz muzeum nie wygląda tak imponująco jak można było by się spodziewać. Przed budynkiem z czerwonego piaskowca stoją dwa wielskie sfinksy. Dookoła których ciśnie się wielojęzyczny tłum z całego świata. Charakterystyczną cechą takich budowli jest otoczenie ich zielenią i tryskającymi wodą fontannami. Dającymi w takim skwarze choć trochę orzeźwienia. Przekraczając wielkie drewniane drzwi naszym oczom ukazuje się obraz jak z filmów przygodowych „Indiana Jones”.

   Olbrzymie sale z tysiącami oryginalnych i jedynych w swoim rodzaju eksponatów. Raczej skąpe oświetlenie i duszna atmosfera wprowadzały dodatkowy tajemniczy nastrój.   Niestety wiele  z tych zabytków wyglądało na zaniedbane. Opisy nawet te w języku angielskim były bardzo skrom nie i często stojąc przed czymś naprawdę cennym, trzeba było się albo domyślać albo liczyć na to, że akurat ktoś kto stoi obok wie co to jest.

   Nie sposób opisać zabytków które można tu zobaczyć. Najwspanialsze osiągnięcia czasów starożytnych. Na dodatek są one tak blisko na wyciągnięcie ręki. Gdyby nie szyby można było by poczuć klimat tamtych czasów.

   Aż trudno wszytko zapamiętać, ale na pewno wspomnieć tu musimy o licznych mumiach w różnym stanie od zamkniętych w sarkofagach po otwarte zabandażowane ludzkie ciała. Całe procesje pogrzebowe. Codzienne życie starożytnych. Wszytko podzielone jest na okresy historyczne (I-IV państwo). Komory grobowców, olbrzymie kolosy Echnatona, posąg króla Dżesera, posąg Amenphotepa, posąg Księżniczki Neferet, głowa Hatszepsut, posąg Tutenhamona oraz wyposażenie jego grobowca. W tym słynna złota maska pośmiertna ze szczerego złota. Mogli byśmy tu jeszcze długo wymieniać wspaniałe skarby. Całe muzeum jest wspaniałe i mimo swoich wad w infrastrukturze turystycznej na pewno niewiele innych muzeów na świecie może się z nim równać. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem przechadzając się miedzy olbrzymimi kolumnami czy między mumiami licznych faraonów, dzieci, zwierząt. Miedzy przedmiotami codziennego użytku z przed tysięcy lat, jak i wspaniałymi symbolami władzy faraonów, ich powozami, kaskami i klejnotami.

   Z muzeum poszliśmy w kierunku jeszcze do niedawna najdłuższej rzeki świata Nilu (dzisiaj wiemy dzięki Polakom, że najdłuższa jest Amazonka). Jak się można było spodziewać Nil to olbrzymia i szeroka rzeka. Pływa po niej mnóstwo najróżniejszych łódek i statków. Na jeden z takich stateczków wsiedliśmy. Niezbyt wielka łódź przewiozła nas między dwoma „światami”.

   Z jednej strony piękne i nowoczesne wieżowce, zabytkowe budynki, świątynie, a z drugiej szare, niskie osiedla slumsów i wszelkiego rodzaju osiedli dla większości mieszkańców tego kilku milionowego miasta. Z perspektywy wody Kair wyglądał interesująco i zaskakująco. Różnorodność kształtów, struktur budowli, infrastruktury arabskiej i tak charakterystycznych parków. Przy wysokim umacnianym brzegu cumowały wielkie statki wyglądem przypominające te z przed stu lat, stylizowane na stare lub po prostu stare. Zacumowaliśmy przy jednym z takich statków, który był przerobiony na restaurację. Jak się można domyśleć zjedliśmy tu obiad.

   Najedzeni (choć w upale nie mieliśmy wielkiej ochoty na jedzenie) wsiedliśmy ponownie do klimatyzowanego autobusu. Wiem brzmi to snobistyczne, ale po kilku godzinach na czterdziesto stopniowym upale, przy wysokiej wilgotności, taki autobus to zbawienie dla naszych nieprzyzwyczajonych organizmów. Przez wielki i szeroki most przejechaliśmy z Kairu do Gizy. Obecnie te dwa miasta tworzą jak by jedną całość, administracyjnie są jednak odrębne. Tu niestety czekały nas „obowiązki” podczas tego typu wycieczek czyli „shoping”. Obowiązkowy element, czyli jedyne i niepowtarzalne „oryginalne” papirusy. Jedyną atrakcją była prezentacja jak przed wiekami wyrabiano prawdziwy papirus. Reszta to sztuczna i nieciekawa szmira.

   Będąc jeszcze w Kairze na moście z autobusu można dostrzec w oddali wielką, żółtą skarpę piachu i na jej tle trzy charakterystyczne kształty piramid. To właśnie nasz dzisiejszy główny cel. Niestety im bliżej tego cudu ludzkiej inżynierii, tym większe rozczarowanie. Nie samymi piramidami, które są wielkie i interesujące, ale otoczeniem. Autobusy podjeżdżają pod samą piramidę, wyasfaltowaną czarną serpentyną, na pustyni między piramidami. Piramidy stoją praktycznie na skraju pustyni otoczone z trzech stron miastem, które wręcz walczy z pustynia o każdy kawałek ziemi. Zrobienie zdjęcia bez współczesnej cywilizacji miasta w tle nie jest takie proste.

   Najpierw idziemy zwiedzić wnętrze „malutkiej” piramidy, grobowca Królowej Hetephares. Wejście do niej początkowo między olbrzymimi kolumnami, nagle zniża się i trzeba mocno się schylić, aby nie uderzyć głową w olbrzymi wielotonowy „klocek” równo wyciosany z kamienia. Z takich dość różnych i imponujących elementów zbudowana jest cała świątynia. Na ścianach widać dość zniszczone, ale liczne freski. Wewnątrz panuje potworny zaduch, więc nie da się tam wysiedzieć nawet kilku minut. Stromymi, kamiennymi schodami wychodzimy na zewnątrz, gdzie czeka nas uderzenie gorącego powietrza i przeraźliwie świecące słońce. Oczywiście nie mamy tu na celu narzekania, jak to było nie fajnie bo świeciło słonce, tylko podkreślenie wyjątkowego upału, nie spotykanego w naszej części świata. Ta upalna pogoda jest jednym z elementów całej bogatej i interesującej przygody.

   Teraz mieliśmy trochę czasu, aby móc samodzielnie pozwiedzać najsłynniejsze piramidy, które wszyscy znamy z filmów i zdjęć. Na żywo na prawdę też robią takie wrażenie. Imponujące, wielkie płyty i sześciany sprowadzone tu z daleka i poukładane jedne na drugim jak dziecięce klocki. Jednocześnie tak precyzyjnie i wysoko, że nawet dzisiaj przy nowoczesnych maszynach wykonanie takich budowli było by niewyobrażalnie trudne. A pamiętajmy o tym, że to w 100% „made in hand” i wewnątrz kryje się mnóstwo korytarzy, tajemnic i niespodzianek, o których siędomyślamy i które odkryli archeologowie. I to wszytko zrobione ponad cztery tysiące lat temu. O wszystkim tym można przeczytać w książkach i internecie więc nie będziemy się rozpisywać. Dodatkowym niesamowitym uczuciem jest fakt, że te słynne budowle można dotknąć, wejść na ich fundamenty. Poczuć wręcz pracę tysięcy robotników, którzy byli potrzebni do budowy tych niesamowitych budowli. Robiąc sobie na ich tle zdjęcia wyglądaliśmy jak maleńkie punkty na tle żółto-brązowo-szarych kamieni. Jednocześnie poobłupywane przez wieki kawałki bloków i wszędzie wciskający się drobny, pustynny piach nadają im takiej autentyczności. Czuć było dotyk historii, ich autentyczność i to jakie nasze życie w stosunku do setek pokoleń minionych od ich powstania, jest krótkie. Większość budowli jest nadal pod ziemią, tylko nieliczne są odkopane i udostępnione, a w zasadzie tylko te trzy największe są w całości widoczne. Są to piramidy Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa. Taka ciekawostka piramida Cheopsa to do dzisiaj najcięższa budowla na świecie jaką wybudował kiedykolwiek człowiek.

   Niestety w takich miejscach nie ma możliwości beztroskiego i spokojnego zwiedzania. Setki innych osób chcących tak jak my zobaczyć to miejsce. Liczne grupy arabów na wielbłądach i bez nich, próbujący coś sprzedać, a w zasadzie wcisnąć coś każdemu przechodzącemu truście. Między nimi jeżdżące autobusy i strażnicy na wielbłądach. Taki to urok sławnych zabytków.

   Większość z odwiedzających to miejsce osób, tak i my zaskoczeni byliśmy tym jak piramidy są blisko miasta. W zasadzie każde zdjęcie piramid jakie możemy wykonać jest z miastem w tle. Piramidy są na wielkiej wydmie, która kończy się kilkaset metrów dalej i ostro spada w kierunku miasta. Tworząc ostry kontrast żółtego piasku z szaro zieloną codziennością miasta.

Trochę poniżej, na tle trójkątnych kształtów stoimy przy świątyni i najsłynniejszej rzeźbie bez nosa czyli Sfinksie. Swoimi rozmiarami robi wrażenie, a zdjęcie z nim i piramidami w tle to marzenie każdego nawet najbardziej hardkorowego i tradycyjnego turysty i podróżnika. Niestety kilkadziesiąt metrów od wejścia do świątyni z Sfinksem zaczyna się szara codzienność z niezbyt urokliwymi miejscami i brudnymi uliczkami miasta. Na dodatek z najsłynniejszym symbolem globalizacji czyli MC Donald’sem. To Giza (الجيزة). Kiedyś część Kairu obecnie osobne miasto. Wielkie miasto (3 miliony ludzi), leżące po drugiej stronie Nilu iż Kair.

   Na tym w zasadzie skończyło się nasze zwiedzanie tego wyjątkowego miejsca. Oczywiście trzeba jeszcze powrócić 520 km do hotelu.

linia

   Wcześniej pisaliśmy, że wspomnimyo Sharm el Sheikh (شرم الشيخ) tej całkowicie turystycznej miejscowości. Jak wszyscy wiemy jest to jedno z najpopularniejszych miejsc wypoczynku europejczyków. Obecnie miasteczko podporządkowane i dopasowane jest całkowicie pod turystykę masową. Znajduje się na samym południu Półwyspu Synaj, otoczone pustynią i Morzem Czerwonym. W zasadzie tyle by wystarczyło o nim powiedzieć. Nie ma tam normalnych mieszkańców, same luksusowe i wielkie kompleksy hotelowe. Wzdłuż głównej drogi kursują same autobusy dla turystów i taksówki. Przed każdym hotelem stoi uzbrojona obstawa i wojsko. Tak samo jest we wszystkich miejscach gdzie zbierają się większe grupy turystów. Czyli przy rynku w Old Town i głównej alei handlowo rozrywkowej Nama Bay. Sharm to dobre miejsce dla kogoś kto lubi wygodę, słońce i leniuchowanie. Dla aktywnych raczej nuda.

linia

  Jeśli jesteśmy już przy Półwyspie Synaj, musimy pomnieć też o niewielkiej miejscowości Nuweba. Jest to niewielka miejscowość przy wschodnim brzegu Półwyspu Synaj. Jest to stara miejscowość beduińska w której coraz częściej otwierają sie nowe hotele. Niestety jest ona otoczona górami i pustynia przez co w dużej mierze jest odcięta od reszty świata. Spędziliśmy tam dwie noce niestety nie było nam dane za wiele zobaczyć.

linia

linia

Wasze komentarze

4 odpowiedzi do “Kair, Giza – z wizytą u faraonów

  1. Bardzo ciekawie poczytać o Kairze! Pomimo iż realia mieszańców mogą przytłoczyć, to jednak jest coś magicznego w oglądaniu tych miejsc znanych ze szkolnych podręczników. Kair to mój kolejny cel, a bilety już kupione. :)

  2. Tak, ja też byłem zaskoczony i zniesmaczony otoczeniem piramid. Na filmach pokazywane są zawsze z jednego. atrakcyjnego konta. W rzeczywistości „cywilizacja” pożera historię.

  3. Egipt- magiczne i historyczne miejsce ze swoimi piramidami. Niestety każdy kto był w Egipcie po części będzie się czuł zawiedziony, gdy zobaczy piękne piramidy tuż przy mieście, które z każdym rokiem rozbudowuje się i niebezpiecznie zbliża się do miejsc, które powinno być w szczególności chronione.

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.