Jesteś tutaj
Start > Kraje > Polska > Odry – rezerwat „Kamienne kręgi”

Odry – rezerwat „Kamienne kręgi”

Relacja z jednej z pierwszych naszych wypraw rowerowych.

      uczestnicy: Maciej, Michał, Kuba

1 maja    Bydgoszcz – Tleń 62 km
      Rano wyjechaliśmy dosyć wcześnie. Kuba podjechał do nas pod blok i ruszyliśmy w trasę. Było dość chłodno chociaż dzień zapowiadał się ładnie. Z Bydgoszczy wyjechaliśmy przez Fordon. Zaraz za tablicą miasta musieliśmy podjechać pod najwyższe wzniesienia na naszej trasie. Taki mały chrzest. Niestety nie wprawieni musieli się trochę pomęczyć.Wjechaliśmy na tak zwany „Górny Taras Wisły” na terenie „Nadwiślańskiego Parków Krajobrazowych„, który ciągnie się od Świecia do Bydgoszczy wzdłuż zachodniego brzegu Wisły. Po chwili byliśmy już w Strzelcach Górnych (8km) gdzie skręciliśmy obok kościoła w stronę drogi krajowej nr 5. Jest tam niestety bardzo duży ruch nawet o tak wczesnej porze, dlatego zaraz zjechaliśmy z niej do Borówna. Dalej kierowaliśmy się dość nieciekawymi terenami przez Dobrcz do Kotomierza (17km), gdzie przed przejazdem kolejowym skręciliśmy w kierunku północnym. Niestety niema w tamtych terenach żadnych szlaków więc musieliśmy sami go wytyczać. Gdy po kilku kilometrach przejechaliśmy przez tory kolejowe, skończyła się droga asfaltowa. Wiejskimi, kamienistymi drogami dotarliśmy do Łowina, a w zasadzie do końca tej miejscowości. Tutaj Michał puścił się trochę przodem. Ta „ucieczka” kosztowała nas niestety kilka dodatkowych kilometrów. Michał zamiast trochę zawrócić i skierować się szosą na północ pojechał na zachód w kierunku Serocka.

   Czekaliśmy na niego kilkanaście minut, aż w końcu postanowiliśmy jechać za nim. Dogoniliśmy go dopiero przed Serockiem. Nie było sensu już zawracać dlatego zmieniliśmy naszą trasę. Przy stacji kolejowej w Serocku zjechaliśmy na leśną drogę odbijającą lekko na północny-wschód. Po minięciu kilku domków jednorodzinnych wjechaliśmy w piękną drogę w lesie olchowym. Na zieli leżało jeszcze wiele brunatnych liści, z pomiędzy których wystawały świeże, zielone liście młodych traw. Zatrzymaliśmy się tam na pierwszy odpoczynek. Stamtąd było już widać „zgubioną” przez nas wcześniej szosę (28km). Trasa wiodła teraz może ciekawymi widokowo terenami, lecz bardzo nie przyjemnymi dla rowerzystów, gdyż była z wszystkich stron odsłonięta, a na początku maja od czasu do czasu zawieje jeszcze jakiś wietrzyk, który utrudnia jazdę. Na 33 km trasy droga robi ostre zakręty mijając dwa jeziorka Branickie nad brzegiem którego leży zatopiony olbrzymi głaz narzutowy, który objęty jest ścisłą ochroną. Kamień ten zwany jest „Diabelskim Kamieniem„. Niestety aby go zobaczyć trzeba wejść do wody i to jeszcze w tedy gdy jest niski stan wody w jeziorze. Mieliśmy pecha i nie zobaczyliśmy go, choć miejscowi wędkarze pokazali nam gdzie dokładnie on leży.

     Dalej na szczęście szosa wjeżdżała do lasu. Na szczęście ruch tam był bardzo mały i jechało się bardzo przyjemnie, słuchając śpiewu ptaków i szum drzew. Postanowiliśmy sobie trochę skrócić trasę i zjechaliśmy z szosy w leśną przesiekę. Trochę się tam zakopaliśmy, bo ziemia była bardzo sucha i nie uczęszczana zbyt często. Mieliśmy jednak opony terenowe i szybko sobie poradziliśmy. Został nam jeszcze kilometr drogą nr 240 i byliśmy w Błądzimiu (39km). Wjechaliśmy w zasadzie już w tereny Borów Tucholskich, największego skupiska leśnego w Polsce i jednego z najpiękniejszych. Na potwierdzenie tego przeleciały nad nami dwa żurawie, które spotkaliśmy jeszcze na łące przed Wierchlasem. Niestety Kuba złapał tutaj gumę i czekała nas mała naprawa. Ponieważ znajdował się tam parking leśny, zatrzymaliśmy się na nim. Naprawa potrwała około 30 minut. Byliśmy właśnie przy najstarszym rezerwacie przyrody w Polsce i jednym z najstarszych w Europie, przy „Rezerwacie Cisów Staropolskich” im. Leona Wyczółkowskiego .
Teren ten został objęty ochroną jeszcze rozporządzeniem króla Jagiełły w 1423 roku,  a od roku 1827 objęty jest prawną ochroną gatunkową. Jest to najstarszy akt ochrony cisa w Europie. Jest to największe w Polsce skupisko cisa. Ponad 4000 drzew ma co najmniej  600 lat. Obecnie rezerwat obejmuje 85,73 ha nad jeziorem Mokurz. Rezerwat ten nosi imię Leona Wyczółkowskiego, gdyż ten słynny malarz często przyjeżdżał tutaj w plener i wiele jego prac jest odworowaniem – jak mawiał – „Swiętego Gaju”. Niestety ponieważ jest to rezerwat ścisły jego zwiedzanie dozwolone jest tylko pod ścisłą kontrolą. Byliśmy jeszcze przed sezonem i brama była zamknięta, a cały rezerwat otaczał wysoki, drewniany płot.

     Objechaliśmy rezerwat od wschodniej strony, po bardzo grząskim terenie. Michał przypłacił to kąpielom roweru w błotnej mazi, jeszcze przez kilka kilometrów rower trzeszczał i zgrzytał mu podczas jazdy. Jego zgrzyty zagłuszały śpiew otaczającej nas przyrody. Kierując się zielonym szlakiem który w pewnym momencie „uciekł” nam w lewo dojechaliśmy w pobliże miejscowości Mszano (57km), gdzie wjechaliśmy ponownie na szosę prowadzącą bezpośrednio do Tlenia (62 km). Na miejscu byliśmy około godziny 16.00. Zjedliśmy coś i poszukaliśmy noclegów które zarezerwowaliśmy sobie telefonicznie już wcześniej. Sam Tleń jest dosyć ciekawym miasteczkiem turystycznym (większą wsią), na szczęście o tej porze roku turystów jest jeszcze niewielu. Rzeka Wda (Czarna Woda) robi tutaj wielkie rozlewisko, tworząc kilka malowniczych jezior otoczonych gęstymi lasami.

2 maja    Tleń – Odry – Tleń 94 km

     Z Tlenia wyjechaliśmy o godzinie 8.00. Tleń jak i pobliskie lasy to piękna okolica szczególnie dla rowerzystów i kajakarzy. To tutaj znajduje się Wdecki Park Krajobrazowy. Przez który przepływa jak sama nazwa mówi rzeka Wda. Jedna z najczystszych i najładniejszych rzek w Polsce. Skierowaliśmy się drogą skręcającą przed mostem na Wdzie w kierunku północnym. Po około 2 kilometrach gdy szosa skręcała ostro w lewo, my jechaliśmy prosto w drogą leśną, która szybko zamieniła się w rozjeżdżoną i piaskową pustynię. Mocno musieliśmy deptać by nie ugrzęznąć w piachu. Taki stan trwał przez kolejne dwa kilometry aż do miejscowości Łążek, a w zasadzie to jej skraju. Kawałek za cmentarzem skręciliśmy w las. Tutaj trafiliśmy na duże stado saren ponad 20 sztuk. Niestety biegły dosyć szybko i nie zdążyłem zrobić im zdjęcia. Droga ta przywiodła nas nieoczekiwanie nad brzeg pięknego jeziora Piaseczno, które jest rezerwatem. Malownicze, dość czyste jeziorko, było bardzo spokojne. Do drugiego brzegu było ponad kilometr, a mimo to na tafli wody nie pływały żadne łodzie i żaglówki, tylko od czasu do czasu przemknęły jakieś kaczki, a w trzcinie słychać było cichy rechot żab. Dalej droga biegła lekko pod górkę w zupełnej ciszy od otaczającego nas świata. Dopiero tutaj w sercu Borów Tucholskich można odczuć piękno otaczającej nas przyrody i odpocząć od zgiełku cywilizacji. Jechaliśmy dość spokojnie i wolno. W pewnym momencie przeleciał nad nami i usiadł na pobliskim drzewie piękny okaz czarnego dzięcioła. Gatunku rzadko spotykanego w Polsce i będącego pod ścisłą ochroną. Przecięliśmy kilka przesiek leśnych i dojechaliśmy na skraj jakiś łąk, gdzie płynęła malownicza rzeczka. Niestety nie dało się tamtędy dalej jechać, dlatego cofnęliśmy się do napotkanego wcześniej czerwonego szlaku. Szlak prowadził zawijasami początkowo w lesie, następnie w pobliżu miejscowości Laski, wyjeżdżał między pola. Wydawało się, że miejscowość ta jest odcięta od świata cywilizacji. Nie prowadziła tam żadna asfaltowa droga, a za szkołę służył stary, pokryty strzechą dom. Mimo to Laski były bardzo malownicze i urokliwe.

      Droga biegła cały czas urokliwymi terenami, aż w końcu dotarliśmy na wysoki akwedukt na rzeką Plusiną. Akwedukt był bardzo krótki lecz rozpięty nad głęboką doliną na dnie której wiła się leniwie, licznymi zakolami rzeka. Bardzo ciemna woda wyraźnie docinała się od soczysto zielonych brzegów porośniętych młodą trawą i pięknymi liściastymi drzewami. Budowla ta wyglądała mi na wykonaną jeszcze przed wojną i kawałek drogi, który biegnie za akweduktem również pochodzi z tego okresu i zaraz się kończy. Za leśniczówką (uwaga na rodwajlery) wyjeżdżamy na szosę do Śliwiczek, a następnie Śliwic. Trzymając się cały czas czerwonego szlaku, ponownie wjechaliśmy w długi docinek bardzo prostej drogi leśnej, miejscami przeradzającej się w ścieżkę. Otaczają ją bardzo gęste lasy porośnięte bardzo dużymi paprociami, w których bez problemu schował by się dorosły człowiek. Co jakiś czas mijamy tabliczkę informującą o siedlisku godowym dzikiej zwierzyny. Należy w takich miejscach zachować szczególną ciszę i spokój. Dzięki tym staraniom można bez problemu zaobserwować wiele dzikich zwierząt. Wymienię tutaj tylko kilka które zapamiętałem: lisy, zające, sarny, jelenia oraz wiele ciekawych ptaków. Szlak kończy się przy samej stacji kolejowej w miejscowości Szlachta. Sama Szlachta nie oferuje nic ciekawego do zwiedzania, dlatego udaliśmy się dalej. Niestety w kierunku w którym jechaliśmy nie biegła żadna droga asfaltowa, musieliśmy jechać według mapy i kompasu na „nosa”. Mieliśmy ze sobą mapę w skali 1:100000 i była ona w miarę dokładna.

Kręcąc się między polami i łąkami, jadąc często bagnistymi ścieżkami i zarośniętymi koleinami dotarliśmy do szosy w miejscowości Lipki. Stąd jest już krok do Łąga. Znajduje się tutaj ciekawy kościół, który z przyjemnością zwiedziliśmy. W tej miejscowości również przekroczyliśmy granicę województwa kujawsko-pomorskiego i pomorskiego. Jeszcze do stycznia 1999 roku miejscowość ta była w woj. bydgoskim. Niestety uchwałą sejmu po reformie tereny te zostały „zabrane i przyłączone” do woj. pomorskiego. Przecięliśmy ruchliwą drogę nr 22 i żwirową drogą przejechaliśmy małą miejscowość Prusy. Tutaj droga, a w zasadzie ścieżka ponownie wjeżdża w las i licznymi zakolami w Zawadzie przecina rzeczkę Niechwaszcz (patrz zdjęcie). Dość ciekawy drewniany most jest częścią młyna wodnego. Minęliśmy jeszcze jeziorko o nie ustalonej przez nas nazwie. Lekko pod górkę po bardzo kamienistej drodze dojeżdżamy prawie do celu naszej podróży, do Odr. To w tutejszym lesie znajduje się jeden z najciekawszych i zarazem najbardziej tajemniczych rezerwatów w Polsce i Europie. Jest to rezerwat archeologiczny „Kręgi Kamienne” zwany czasami „Polskim Stonehenge”. Rezerwat o powierzchni 16,9ha – prawnie chroniony od 1958 roku. Przylegający do rzeki Wdy las kryje, nie do końca poznane jeszcze zagadkowe 10 kręgów kamiennych. Składających się z 16-29 i jednego lub dwóch pośrodku. Dookoła znajduje się wiele kurhanów – grobowców kamiennych. Całość porośnięta jest dziesiątkami gatunków bardzo rzadkich mchów. Do dzisiaj jest nie wyjaśniona sprawa przeznaczenia niniejszych kręgów, ani ich budowniczowie.
Niestety miejsce te odwiedza ostatnio bardzo dużo ludzi i utraciło ono swój niepowtarzalny, tajemniczy i spokojny klimat. Jeszcze kilka lat temu gdy byłem tam pierwszy raz, średnio odwiedzało to miejsce kilka osób w tygodniu teraz liczba ta podniosła się do kilkuset. Jednakże polecam wszystkim to bardzo ciekawe miejsce. Ponieważ było już dość późno postanowiliśmy szybko wracać do Tlenia, gdzie mieliśmy nocleg.
Szybko dojechaliśmy szosą do Czerska, a następnie przez Śliwice, wróciliśmy do Tlenia.

3 maja    Tleń – Bydgoszcz – 64 km)

     Opis trasy powrotnej skróce do minimum gdyż, była to jazda bez żadnego zwiedzania, szybka, szosą byle wrócić do Bydgoszczy. Biegła ona prakrycznie tą samą trasą co w dniu pierwszym lecz skracając ją do maksimum. W skrócie wyglądała ona następująco: Tleń, Lniano, Pruszcz, Niewieścin, Trzeciewiec, Włóki, Strzelce Dolne, Bydgoszcz-Fordon.

Wasze komentarze

2 odpowiedzi do “Odry – rezerwat „Kamienne kręgi”

  1. Piękne rejony na jedno lub kilku dniowe wypady. Bardzo dobra baza turystyczna a co najważniejsze cudna przyroda lasy , polany, jeziora, rzeki.
    Idealne miejsca aby wypocząć po całym tygodniu pracy. Świetne miejsca , aby podziwiać dzika naturę , zrobić znakomite zdjęcia , spotkać zwierzęta, które większość z nas ogląda w zoo ( oczywiście nie mam tu na myśli zwierząt egzotycznych) a lisy wilki sarny jelenie jeże, zające , różnorakie ptactwo. Warto wejść w głąb Borów Tucholskich

    1. a propo polskich zwierząt to w Bydgoszczy był jedyny w Europie ogród fauny polskiej. Były ty zwierzęta tylko z naszych terenów ale teraz wprowadzili jakieś dziwactwa egzotyczne i zniszczyli sens ogrody. Niestety komercja weszła i do zoo

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.