Jesteś tutaj
Start > Kraje > Dania > Rønne, Ekkodalen

Rønne, Ekkodalen

     Noc była dość ciepła, ale ranek nie zapowiadał się dobrze. Nad nami były ciemne chmury i baliśmy się że w każdej chwili może zacząć padać. Na szczęście mieliśmy wiatr w plecy. Chmury szybko się rozwiały niestety temperatura za bardzo się nie poprawiła. Było wietrznie i około 10oC. Koleją ciekawostkę znowu byśmy przejechali gdyby nie nasze mapy, bo na trasie brak jakiejkolwiek informacji. A było by szkoda. Nad samym brzegiem morza znajduje się Jons Kapel czyli Klif Św. Jana.    Dojazd droga między polami, dopiero tam zaczyna się jakiś oznakowany szlak wskazujący drogę. Niestety na skraju urwiska zostawiliśmy rowery, bo dalej ostro po drewnianych schodach trzeba zejść na sam dół klifu. Niewielka zatoczka otoczona jest pięknymi i ostrymi skałami oraz niewielką jaskinią. Cała była zasypana wielkimi kamieniami, po których trzeba było ostrożnie stąpać aby nie skręcić sobie nogi. Gdyby nie schody dotarcie tutaj było by bardzo trudne. Ładne miejsce do kręcenia filmów z piratami. Gdy wróciliśmy na górę spotkaliśmy parę Niemców z Berlina. Niestety zerwał im się łańcuch a nie mieli ani zapasowego, ani nawet czym naprawić. Na szczęście nasz serwisant Michał był zaopatrzony we wszytko i szybko naprawił im łańcuch. Ich radość była wielka, szczególnie, że mimo wielu reklam w przewodnikach serwisu rowerowego nie można tu spotkać (przynajmniej my nie widzieliśmy albo są tylko w największym sezonie).

     Dalej szlak prowadził przez mały lasek w dół do drogi biegnącej przy samej wodzie, pośród maleńkich wiosek rybackich. Wioski te od reszty wyspy oddzielała wysoka skarpa i gdyby nie droga, można by powiedzieć, że były odcięte od reszty świata (na Bornholmie do każdego gospodarstwa doprowadzona jest asfaltowa droga). Te wioski podobały mi się najbardziej ze wszystkich miejscowości na wyspie. Były takie naturalne, spokojne z pięknym widokiem na morze. Chociaż nie chciał by tu być podczas jakiegoś sztormu. Podjazd pod górkę w Halse i szybka droga niestety bez ścieżki rowerowej prosto do Rønne, stolicy wyspy Bornholm. To tutaj przypływa większość promów. To tutaj toczy się w miarę normalne miejskie życie. Na rynku, który jest jednocześnie parkingiem stoi fontanna i jest duży ruch pieszych, w zasadzie po tym poznać, że to rynek. Oczywiście znaleźliśmy tutaj Netto i pocztę aby zrobić zakupy i wysłać pocztówki do Polski. W całym mieście był dość duży ruch. Niespotykany w innych częściach wyspy. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Minęliśmy wielkie pole golfowe i przez Vestermarie między żółtymi polami rzepaku dotarliśmy do dość mocno reklamowanego w przewodnikach miejsca zwanego Ekkodalen.

Bornholm - wioska    Czyli wyjątkowo ładnej, największej na wyspie doliny kresowej. Rzeczywiście było ładnie ale bez większego entuzjazmu. Jechało się nam bardzo miło, szczególnie, że z dala od wszelkich dróg i w większości w lesie lub skrajem skarpy. Było dużo podjazdów i nawet Damian wdrapywał się na nie bez większego problemu, trzeba przyznać, że to był chyba jego najlepszy dzień. Widać było, że oswoił się z rowerem i nauczył pracować przerzutkami. W tej okolicy na mapie były zaznaczone liczne kurhany neolityczne. Bardzo staraliśmy sie je znaleźć i gdyby nie przypadek by się nie udało. Gdy już sobie je odpuściliśmy postanowiliśmy nakręcić kawałek filmu, wtedy przez przypadek schodząc kilka metrów z drogi wszedłem na małą polankę w lesie z kilkoma większymi kopczykami. Nie zorientował bym się oczywiście, że to właśnie są te słynne kurhany, gdyby nie leżąca tam ledwo widoczna, omszała tablica z jakimiś rysunkami i napisami. Były po duńsku i po angielsku ale były tak nieczytelne, że nawet nasz tłumacz Damian miał z nią problemy. Tu spotkaliśmy też samotnego polaka podróżującego po wyspie i zaraz grupkę kolejnych polaków, którzy też szukali taniego pola namiotowego. Poradzili nam, że kilka kilometrów dalej wzdłuż tego szlaku jest ciekawe miejsce na nocleg. Ciekawostką tego miejsca jest to, że jest to drugi największy las w Danii. Jest on na dodatek dość młody bo założył go pewien leśnik ponad sto lat temu. Z tej okazji w lesie postawiono mu pomnik. Stoi on na takim odludziu, że naprawdę nie łatwo tam trafić. My oczywiście przypadkowo trafiliśmy

     Jadąc dalej szlakiem, a w właściwie w jego pobliżu dotarliśmy do toru wyścigowego dla kłusaków (takich małych koników) i parku edukacyjnego. Tam okazało się, że na końcu ścieżki dydaktycznej jest fajne miejsce na nocleg. Były tam przygotowane dwa domki trapera w których można było zanocować, Był stół i oczywiście miejsce na ognisko. Niestety brak wody i kibelka. Nie było to jednak dużym problemem. Miejsce było jak wymarzone na nocleg. Damian był szczęśliwy bo mógł rozpalić sobie ognisko i usmażyć kiełbaski. Domek trapera, to mały budyneczek zrobiony z bali drewna z niewielkim otworem z przodu przez który można się wcisnąć do środka. Niestety rowery musiały zostać na zewnątrz. Na szczęcie w pobliżu nie było widać żywej duszy. Jak się miało okazać o tej porze roku domek taki nie był tak idealny na noc jak myśleliśmy. Położyliśmy się na drewnianej podłodze na karimatach i w śpiworach. Jeszcze zanim zasnęliśmy czuliśmy jak wiatr przeciska się przez szczeliny między belkami. Gdyby było zimniej naznosili byśmy sobie wcześniej jakiś gałęzi czy trawy aby odizolować się od podłogi jednak w maju myśleliśmy, że same śpiwory wystarczą. Noc bardzo dała nam się w kość, mocno zmarzliśmy a na dodatek jeszcze Damian strasznie chrapał. Cała okolica otoczona jest mokradłami które dodatkowo nad ranem dały wysoką wilgotność  i zimno.


<< cała podróż
             << wcześniejszy dzień        dzien1245        kolejny dzień >>


 

Wasze komentarze

Jedna odpowiedź do “Rønne, Ekkodalen

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.