Jesteś tutaj
Start > blog > jak ja nie lubię latać – podróż to nie zawsze sama przyjemność

jak ja nie lubię latać – podróż to nie zawsze sama przyjemność

   Właśnie odebrałem na e-mail potwierdzenie zakupu biletów lotniczych. Nagle poczułem, że coś jest nie tak. Na bilecie było wszystko prawidłowo, dobre dane, cena i kierunek. Jednak to nie z biletem jest problem, tylko ze mną. Przez myśl przez moment przeleciało mi: świetnie ruszamy z przygotowaniami do kolejnej wyprawy. Jednak moje ciało powiedziało mi co innego. Poczułem gęsią skórkę, zrobiło mi się zimno. Dokładnie tak jak bym siedział w samolocie, mimo że do lotu mam jeszcze trzy miesiące.

   Jeśli też tak macie, musicie to koniecznie przeczytać, jeśli nie macie problemów z lataniem, to też przeczytajcie jak czuje się statystyczna połowa pasażerów lecących wraz z Wami samolotem.

   Loty samolotem to część naszych podróży, tych wakacyjnych jak i tych służbowych. Niestety nawet najlepsze wakacje może nam zepsuć myśl o dotarciu od naszego celu samolotem. Nie wszędzie jesteśmy ( lub jest to bardzo skomplikowane, drogie i czasochłonne) w stanie dotrzeć inaczej. Teraz gdy bilety na nawet najdalsze loty bardzo staniały, wydawało by się, że nie ma nic przyjemniejszego jak wsiąść na pokład samolotu i w ciągu kilku lub kilkunastu godzin dotrzeć do naszego wymarzonego miejsca. Niestety nie dla wszystkich.

   Pewnie lecąc samolotem zauważyliście, że część pasażerów zachowuje się dziwnie. Są bladzi, nerwowi (oczywiści nie mam tu na myśli terrorystów 🙂 ) lub nadpobudliwi często po nadużyciu alkoholu, który zresztą na pokładach jest chętnie serwowany przez obsługę. To właśnie najczęstsze objawy i sposoby radzenia sobie ze strachem. Rzadko kto przyznaje się do takiego lęku. Tak, ja też mam ten problem i chcę Wam go przybliżyć.

   Tak przyjemność z lotu zamienia się w koszmar lub przynajmniej w kilka godzin większego lub mniejszego strachu. W internecie można znaleźć wiele porad jak sobie z tym radzić, jak się przygotować jednak tak naprawdę na niewiele się to zdaje. Jedynym argumentem, który choć trochę mnie pociesza jest fakt, że według badań najwięcej problemów mają osoby niezależne, silne psychicznie i lubiące mieć wpływ na otaczający ich świat J. W samolocie taka samokontrola jest mocno ograniczona, stąd naturalny bunt naszego organizmu.

   Jak już wspomniałem, strach związany z lataniem może pojawiać się już dużo wcześniej niż sam lot. A linie lotnicze i cała procedura związana z lotem wcale w tym nie pomaga. Na każdym kroku związanym z rezerwacją i odprawą jesteśmy bombardowani drobnymi informacjami, które dla naszego wyczulonego umysłu są pożywką aby pobudzać wyobraźnię i wzmocnić strach. Wybór miejsca: przy skrzydle, czy może z przodu lub z tyłu samolotu. Pamiętam jak podczas jednego z moich pierwszych lotów siedziałem przy skrzydle. Wydawało mi się z ładnym widokiem przez okno. Gdy tylko samolot wzbił się w niebo zauważyłem jak te olbrzymie skrzydła, tak toporne i masywne na ziemi, nagle uginają się w powietrzu. Dzisiaj wiem, że to normalne i tak musi być, wtedy jednak mnie zmroziło. Widok na skrzydło ma jeszcze jedną wadę, gdy samolot skręca, długie skrzydła z jednej strony opadają w dół i z drugiej strony wznoszą się w górę dając wrażenie nienaturalnego położenia samolotu.

   Cała około dwugodzinna procedura licznych kontroli i wyczekiwania na możliwość wejścia na pokład to dla osób z lękiem przed lataniem jak czekanie na wyrok. Po wejściu na pokład niestety jest jeszcze gorzej. Kilkaset osób ściśniętych jak sardynki w puszce, duszno (klimatyzacja włącza się dopiero na wysokości), głośno. Przychodzi moment instrukcji ratunkowych i wtedy nasza wyobraźnia zaczyna intensywnie pracować. Ja w takich momentach staram się nie słuchać i nie patrzeć na obsługę (wiem to błąd, bo w razie awarii nie będę znał procedur, jednak mi to pomaga).

   Zaczyna się długie i powolne kołowanie. Gasną wewnątrz światła, wszytko lekko cichnie i nagle włączają się dopalacze. Samolot z impetem rusza. Wszytko się trzęsie i po chwili zaczynamy się ostro wznosić. Czuję przeciążenie, to nienaturalne dla naszego organizmu położenie podłogi. Odruchowo wciskam się w fotel i zaciskam dłonie na poręczach siedzenia. Samolot niestety nie wzbija się płynnie. Robi to skokowo, podnosi się i czuć jak dodaje mocy, by za chwilę się wyprostować i na chwilę wyrównać. W tym momencie wydaje się jak by tracił moc i …. i nic się nie dzieje. W końcu wchodzimy na wysokość przelotową, słychać sygnał i włącza się cała aparatura ułatwiająca podróż. Obsługa zaczyna swoją prace. Pierwszy etap mamy za sobą.

    Niestety teraz zaczyna się jednolity, nudny i wielogodzinny lot. W zależności od kierunku, linii, wyposażenia samolotu mamy (lub nie) możliwość rozrywki, posiłku, zakupów. Jednak osoby z lękiem, raczej skupiają się na przetrwaniu. Ja z reguły przykrywam się bluzą i próbuje zasnąć. Oczywiście często mimo mocnego (specjalnie) wymęczenia organizmu, ten jak na złość nie chce zasnąć. Jak się już uda to sen jest płytki i czujny. Uszy nasłuchują pracy silników. Czy na pewno pracują równo, czy nie słabną. Niestety im dłużej tak nasłuchuje tym bardziej jestem wyczulony na każdy nietypowy dźwięk. Nie mogę skupić się na czytaniu, na grach, czy oglądaniu telewizji. Jedynie co jakiś czas nerwowo sprawdzam mapkę pokazującą pozycje naszego samolotu i odległość jaka dzieli nas od lotniska. Serce cały czas szybciej pracuje, adrenalina buzuje. Staję się nerwowy i nie mam ochoty na rozmowy, a już na pewno nie na podziwianie nawet najpiękniejszych widoków za oknem. Jestem raczej łasuchem, ale nie ma ochoty na jedzenie. Czas się dłuży. Oczywiście każda nawet najmniejsza turbulencja sprawia, że mięśnie napinają się, pot oblewa ciało, a nerwy i serce są na skraju wytrzymałości. Wtedy zastanawiam się – po co ja znowu wsiadłem to tej latającej trumny, czy to było warte. Było warte.

   W końcu gdy nasz punkcik na ekranie z mapą zbliża się już do lotniska, obsługa szybko zaczyna sprzątać samolot, to znak, że zaraz zaczynamy procedurę ładowana. Obniżanie lotu trwa dużo dłużej niż wznoszenie. Co najmniej kilkanaście minut. Teoretycznie jest to jeden z najniebezpieczniejszych etapów lotu, jednak paradoksalnie dla mnie zaczyna się lekkie odprężenie. Zaczynam uświadamiać sobie, że mój lot w końcu dochodzi do końca i już niedługo będę mógł wysiąść z samolotu. Oczywiście nie każde lądowanie musi być spokojne i łagodne. Przeżyłem kilka lądowań (choć na pewno nie można ich zaliczyć do jakiś ekstremalnych, jednak dla mnie były wyjątkowo niemiłe), gdy samolot schodził zbyt ostro lub mocnymi skokami, czy wiatr rzucał samolotem na boki.

   Na szczęście według statystyk lot samolotem to najbezpieczniejszy sposób podróżowania. Tylko nie jest to naturalne dla naszego organizmu.

   Podczas pierwszych lotów próbowałem różnych sposobów aby przerywać lot. Były to oczywiście środki nasenne i mocny alkohol (nieraz przemycamy w kartoniku z sokiem). Jednak przy tak silnych bodźcach i stresie, na niewiele się one zdały. Wcale nie działały, albo działały po wylądowaniu jak opadły emocje i adrenalina. Oczywiście próbowałem też szukać i czytać na ten temat w internecie. Jedyną w miarę skuteczną metodą jest odbycie specjalnego kursu dla osób z lękiem, jednak jest on bardzo drogi i odbywa się tylko w nielicznych liniach lotniczych. Dla osób podróżujących sporadycznie jest to raczej mało praktyczne. Oto moje metody jakie sobie wypracowałem lub skorzystałem z wyczytanych porad. Nie są one całkowicie skuteczne, jednak pozwalają w dużej mierze złagodzić skutki lotów:

  • mimo, że jestem miłośnikiem filmów katastroficznych, staram sie nie oglądać filmów o katastrofach lotniczych – słynna seria na Discovery;
  • staram się przed lontem jak najmniej o nim myśleć;
  • staram nie wsłuchiwać w pracę silników – zakładam słuchawki, nawet jak śpię;
  • jak najbardziej się odprężyć i jeśli nie mogę zasnąć zająć się czymś, im bardziej absolwującym tym lepiej;
  • co jakiś czas się przejść po pokładzie, np. do ubikacji, aby poprawić krążenie i przekonać organizm, że mimo wszytko pod nogami jest stabilnie;
  • spokojnie obserwować zachowanie obsługi, gdy ta zajmuje się swoimi obowiązkami znaczy to, że kompletnie nic się nie dzieje, a samolot prawidłowo, kontynuuje lot, w końcu to oni pierwsi dowiedzą się o jakichkolwiek problemach, jednocześnie nie dopatrywać się w zachowaniu personelu niepokojących objawów, których nie ma;
  • poczytać jak działa samolot, że dla bezpiecznego lotu wystarczy mu nawet tylko jeden silnik, że większość odgłosów jest prawidłowa, np. dźwięk wysuwanego i chowanego podwozia, wychylenie sterówek na skrzydłach, czy wspomniane już wcześniej wyginanie skrzydeł.

   Niestety obawiam się, że jeszcze przez wiele lat, a może i nigdy nic w tej kwestii się nie zmieni. Jeśli nasza pasja podróżowania i poznawania świata jest większa od naszego strachu, to nie pozostaje nam nic innego jak zacisnąć zęby i pogodzić się z tym problemem. Na szczęście po powrocie pamięta się tylko te miłe rzeczy, które zobaczyliśmy, a o samolotowym strachu szybko zapomina.

Do następnego razu – niestety 🙂

Wasze komentarze

4 odpowiedzi do “jak ja nie lubię latać – podróż to nie zawsze sama przyjemność

  1. Ale świetny artykuł!! Idealnie pasujący do mojej osoby i myślę, że do wielu innych:) Po przeczytaniu go rozumiem już, że ze mną jest wszystko ok. Bo im więcej lotów mam za sobą tym bardziej się boję. I też próbuję sobie tłumaczyć, że samolot to najbezpieczniejszy sposób poruszania się, przypominam sobie co mówią statystyki…itd. Niestety przychodzi dzień wylotu i mam ściśnięty żołądek. Odsuwam od siebie myśli, a one wracają….łapię się na tym, że za moment zajmę miejsce i samolot wzbije się…..i w końcu lecę….uspakajam się na dużej wysokości, gdy samolot płynnie leci, gdy można już odpiąć pasy, gdy słyszę spokojny głos kapitana. Ale jestem ciągle czujna. Ścisk w żołądku powraca, gdy trzeba zapiąć pasy, a samolotem zaczyna rzucać. Wszystko jednak mija gdy ląduje się bezpiecznie w upragnionym miejscu:)

    1. Dokładnie. Chociaż ostatnio dość sporo latałam i muszę powiedzieć, że jest trochę lepiej, szczególnie w tych dużych samolotach. Może kiedyś … wsiądę do samolotu i będę mógł się całkowicie wyluzować, zobaczymy. Pozdrawiam i życzę miłych podróży.

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.