Jesteś tutaj
Start > Kraje > Ukraina > Krymskie zabiegi odmładzające – Sztormowe

Krymskie zabiegi odmładzające – Sztormowe

            Ostatnie dni dały nam w kość więc dzisiaj, czas na odpoczynek. Nie chciało nam, się nigdzie daleko jechać wybraliśmy coś, co na pierwsze wrażenie nie powinno być interesujące – „Słone plaże Sztormowego”.    Już same słowa odpychały od realizacji tego planu. Sztormowe, czy tam jest cały czas sztorm, a może wygląda jak po sztormie. Słone – jak to w morzu, ale może jakoś specjalnie. No nic postanowiliśmy spróbować i zobaczyć. Autobusem po kilkudziesięciu minutach byliśmy w Sztormowym. Sztormowe (Штормове) to niewielka miejscowość, taka typowa turystyczna „dziura” w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trudna do zlokalizowania nawet na mapach. Ponieważ wczorajszy dzień był bardzo długi i męczący a zapasy już się pokończyły, była tu chwila aby coś kupić do jedzenia. Zatrzymaliśmy się przy niewielkim bazarze, z chaotycznie ustawionymi straganami i budami. Wyglądało jak by był to rynek tylko sezonowy. Oczywiście świeże czerebiuki i tu się znalazły. Mały zapas owoców (jak później się okazało niepotrzebnie), niezbyt świeży chleb w ciemnym i troszkę z innej epoki sklepie gdzie pani liczyła jeszcze na liczydle. Trudno było mi wytłumaczyć synowi, że to taki prototyp kalkulatora czy kasy fiskalnej. Ogólnie ceny jak to w miejscowości nadmorskiej gdzie nie ma regularnych dostaw towaru. Bazar próbował trochę nadrabiać braki w sklepie ale ryby suszone czy krewetki nas nie skusiły, w odróżnieniu od Ukraińców czy Rosjan, którzy się tym zajadali

            Żadnej informacji gdzie plaża. Tubylcy pokierowali nas dalej. Ale na plaże to nie wyglądało. Raczej jakieś bajoro czy glinianka. Szaro, gliniaście i dziwnie. Żadnej roślinności, infrastruktury, nic. Rozjechana droga i dziwni ludzie. Z jednej strony szarzy jak posągi Michała Anioła. Z drugiej czarni jak u diabła w piekle. Na początku nie wiedzieliśmy co to takiego i co tu robimy. Na szczęście szybko zaczęliśmy kombinować. Okazało się, że jedno jezioro to w czystej postaci torf.  Miejscowi zalecali obłożyć się nim w miejscach gdzie nas coś boli. Zaraz pobiegliśmy tam i umazaliśmy się czarnym jak smoła błockiem. Tym specyfikiem trzeba się bardzo ostrożnie okładać, bo nadmiar może zaszkodzić a przynajmniej poparzyć. Z drugiej strony drogi było słone jezioro z glinką. Na pierwszy rzut oka szarą, z taką jak do wyrobu wazonów. I tu Magda od razu wiedziała do czego to służy. Do odmładzania skóry. Damian najbardziej zachwycony był zasoleniem jeziora powodującym, że w wodzie można było leżeć. Dokładnie taki sam efekt jak w Morzu Martwym w Izraelu. Woda miała taką wyporność, że nie dało się pływać, tylko leżeć. Dno było bardzo śliskie i nie równe w dotyku nogą, trochę przypominało krowie placki. Wysmarowaliśmy się od stóp po czubek głowy mając nadzieję, że choć trochę odmłodniejemy. Teraz już wiedziałem czemu tu nic nie rośnie. Ze względu na zasolenie wody i gleby. W między czasie na brzegu rozstawiła stolik kobieta i zaczęła sprzedawać winogrona. Wielkie kiście winne, o pysznym słodkim smaku. Widać było, że to nie z plantacji tylko z własnego ogródka. Niestety i tu pojawił się niezrozumiały dla nas problem wschodniej przedsiębiorczości. Nie ważne którym się było w kolejce, pierwszeństwo miała ta osoba która brała więcej.

            Jeziorka po godzinie nas znudziły. Większość mijających nas osób szła dalej mijając jeziorka. Okazało się, że zaraz za górką jest plaża morska. Poszliśmy tam. Piękna piaszczysta, szeroka plaża. Jak u nas nad Bałtykiem. Dość dużo ludzi ale była ona tak wielka, że nie było wcale tłoku. Słoneczko pięknie przygrzewało, woda ciepła i bardzo czysta. Meduz prawie nie było. Cóż chcieć więcej. Plaża, plaża, plaża. Tylko co jakiś czas przechodził ktoś i krzyczał „гарячої кукурудзи, сушеноїриби …”. Plaża, plaża, plaża ….. i tak leniwie minął nam kolejny dzień.

Wasze komentarze

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.