Jesteś tutaj
Start > Kraje > Polska > Tatry

Tatry

Tatry zawsze będą mi się kojarzyły z najwspanialszymi przygodami mojego życia. Jak powiedział kiedyś mądry człowiek „to tu się wszystko zaczęło”. To Tutaj pierwszy raz pojechałem na kolonię i z Zakopanego zobaczyłem szczyt Giewontu. Nie wchodziłem wtedy na niego, ale poczułem, że coś mnie z nim łączy. Teraz wiem jestem góralem z nizin. To tutaj pojechałem pewnie jak wielu z nas na swój pierwszy samodzielny, prawie dorosły wyjazd z kumplami. To tutaj byłem najwięcej razy nie licząc mojego miasta. To tutaj znam prawie każdy zakątek.

     Dlatego zawsze wracam tu chętnie, czy to na dłuższy czy krótszy odpoczynek. Tu czuję więź z przyrodą, z tym wielkim otaczającym mnie światem. Tutaj jestem taki malutki wśród tych gór, a jednocześnie tak wielki, że mogę je zdobywać.

Jeszcze tylko gdyby nie te tłumy innych turystów, ale cóż może to też jest ich miejsce na świecie. Podzielimy się, miejsca starczy dla każdego.

2017,    2013


Góry są jak kobiety –
–    kapryśne zmienne nie obliczalne
ale gdy będziesz wytrwały i je dobrze poznasz –
– będą twoje, otworzą przed tobą
swoje wnętrze i piękno.
Maciej

  sierpień 2017 roku.

Dolina Pięciu Stawów Polskich - Tatrzański Park Narodowy - 2017 Wodospad Siklawa - Dolina Roztoki - Tatrzański Park Narodowy - 20179-11 listopada 2013 roku.
Ekipa: Maciej, Michał, Robert

     W tym roku święto niepodległości wypadło w poniedziałek więc był trochę dłuższy weekend i można było gdzieś w męskim gronie wyskoczyć. A jak nie wiadomo gdzie, to wiadomo do Zakopanego. Oczywiście Zakopane to tylko przystanek bo naszym celem są Tatry.

     Udało mi się zarezerwować pokój w schronisku w Dolinie Roztoki, przy drodze do Morskiego Oka. Tyle razy byłem w Tatrach a nigdy nie spałem w schronisku. Wydawało mi się, że tam nie ma mejsc i jest drogo. Błąd, teraz wiem, że jak się tylko da to będę tam częściej spał. Ponieważ mieliśmy mało czasu a jazda samochodem 650 kilometrów bardzo męczy kierowcę, postanowiliśmy tym razem pojechać pociągiem. Bilety kupiliśmy dwa tygodnie wcześniej dzięki temu był dodatkowy rabat i wyszło dość tanio. Niestety poza sezonem z Bydgoszczy trzeba jechać przez Warszawę i trwa to dłużej ale co to dla nas. Na szczęście podróż trwa nocą i nie tracimy czasu. Rano byliśmy w Zakopanym, szybko na dworcu w busa i do Palenicy Białczańskiej. Dalej pieszo dwa kilometry i już jesteśmy na miejscu. Niestety dni jesienne są już dość krótkie, więc na wycieczkę w góry nie było mowy, ale na mały spacerek do Morskiego Oka i Czarnego Stawu pod Rysami zdążyliśmy. Oczywiście pieszo a nie jak część „turystów” wozem konny.

     W schronisku panuje super atmosfera. Można dobrze i dość tanio zjeść a wieczorem jak już inni turyści pójdą, schodzą się na duł i biesiadują wszyscy mieszkańcy schroniska. Ktoś coś opowie, ktoś zagra, napijemy się na wieczór grzańca. Długo nie siedzimy bo rano trzeba wstać i mieć kondycję. Szczególnie jak się ma prawie czterdzieści lat, „trochę” większy brzuch i już nie tak dobrą kondycję jak jeszcze kilka lat temu.

     Nad ranem słyszeliśmy jak o dach (bo spaliśmy na poddaszu) coś puka. Gdy wyjrzeliśmy przez okno naszym oczom ukazał się piękny widok. Cała okolica była obsypana kilkucentymetrową warstwą białego puchu. Od razu zrobiło nam się miło na duchu, po tylu dniach szarej jesieni. Niestety wiązało sie to też z trudniejszymi warunkami na trasie, ale byliśmy na to dobrze przygotowani.

     Dzisiaj planujemy dojść do Doliny Pięciu Stawów Polskich a potem zobaczymy ile będziemy mieli czasu. Ruszyliśmy żwawo, przecięliśmy szosę do Morskiego Oka gdzie jeszcze nie było ruchu i zielonym szlakiem ruszyliśmy Doliną Roztoki. Trasy nie będę opowiadał bo większość z was ją zna i wielokrotnie przeszła. Po jakiś kilkuset metrach zaczął padać gęsty śnieg. Tak mocno, że juz po kilkunastu minutach cały szlak był zasypany najpierw po kostki a potem po łydki śniegiem. Spadła też mocno temperatura, co najmniej do kilku stopni poniżej zera. To był listopad więc nasze organizmy nie przywykły do niskich temperatur. Na dodatek wszytko dookoła pokryło się cienką warstwa lodu. Gdy skręciliśmy na czarny szlak i droga zaczęła się stromo wić po skałach w górę, musieliśmy powoli stąpać aby nie poślizgnąć się i nie skręcić nogi. Mieliśmy oczywiście odpowiednie buty na takie warunki, ale wariaci nigdy nie przestana mnie zaskakiwać w górach. Dwójka młodych ludzi mijała nas w trampkach z bosymi nogami i cienkich dresikach.

     Na górze czekała na nas w schronisku (w bufecie) ciepła herbata, która trochę nas rozgrzała. Obeszliśmy jeszcze niebieskim szlakiem Dolinę Pięciu Stawów Polskich i szlakiem koło wodospadu Siklawa zeszliśmy z powrotem do naszego schroniska. Tak jak pisałem wcześniej dzień był już krótki więc zaraz zrobiło się ciemno.

     Niestety następnego dnia trzeba wracać. Czerwonym, czarnym i zielonym szlakiem doszliśmy do Palenicy Białczańskiej i przez Zakopane-Warszawę wróciliśmy do domu.

linia

jaskinie_tatrylinia

Wasze komentarze

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.