Jesteś tutaj
Start > Kraje > Izrael > Jerozolima – święte miasto trzech religii

Jerozolima – święte miasto trzech religii

   Nieuznawana przez inne kraje, stolica Izraela Jerozolima (heb. ירושלים, arab. القد) to miasto dwóch światów i trzech religii. Świata starożytnego i współczesnego. Żydów, Muzułmanów i Chrześcijan. Wszystkie one na wzajem się przeplatają, a jednocześnie widać jak są od siebie odrębne i różne. Mało jest na świecie takich miejsc, które są świętym miejscem dla tak wielu wiernych z kilku religii. Jak by spojrzeć na historię tych religii okazało by się jednak, że gdyby nie ślepe zapatrzenie ich przywódców religijnych i wzajemna nienawiść, gdyby zdjąć zewnętrzną, wymyśloną maskę w środku był by ten sam więżący w Boga człowiek, wywodzący się z tych samych korzeni.

   Dzisiejszy dzień postanowiliśmy poświęcić na najczęściej opisywaną część miasta i historii. W gruncie rzeczy to niewielki kawałek ziemi otoczony wysokim starym murem, wewnątrz którego przez ponad dwa tysiące lat zmieniały się i mieszały wzajemnie trzy największe monoteistyczne religie świata. Naszą przygodę postanowiliśmy rozpocząć od spojrzenia na miasto z góry. Do tego celu idealnie nadaje się punkt widokowy na wschodnim zboczu Doliny Cedron, dokładnie na przeciwko starego miasta (Old Town). Z tej perspektywy można zobaczyć „całą” Jerozolimę. Na pierwszym planie zaraz za murem stare miasto, z najbardziej rzucająca się w oczy  Złotą Kopułą i meczetem Al-Aksa. W tle pośród setek uliczek i szarych domów, oświetlona słońcem niebiesko szara kopuła Bazyliki Grobu Pańskiego, oraz na dalszym horyzoncie nowoczesne wieżowce współczesnej Jerozolimy. Nie ma chyba bardziej charakterystycznego ujęcia miasta niż z tej perspektywy. Nawet ci co nigdy nie byli w Jerozolimie bez problemu kojarzą ten widok. Mimo, że naprawdę jest wspaniały nie będziemy się tutaj nad nim za bardzo rozwodzić. Sam punkt widokowy ma jedna wielką wadę. Są tu zawsze tłumy turystów z całego świata, a co za tym idzie handel dewocjonaliami i przejażdżki na osiołku. Za to bardzo ciekawe jest to co rozciąga się zaraz pod punktem widokowym i ciągnie, aż na dno doliny. Jest to najbardziej „prestiżowy” cmentarz żydowski. Jego prestiż nie polega na jakimkolwiek przepychu, a na tym, że jest najbliżej świętego miejsca dla Żydów czyli Ściany Płaczu. To stąd według judaizmu zmarli będą mieli najbliżej do Boga. Same groby położone na kamienistym zboczu są surowe, proste, bez jakichkolwiek ozdób. W odróżnieniu od innych grobów, te nie są wpuszczone w ziemię tylko wystają kilkadziesiąt centymetrów nad nią. Jedynym symbolem pamięci o zmarłych są układane na grobach niewielkie kamienie.

   Nie da się rozpocząć wędrówki po mieście bez kilku zdań historii, czego z reguły unikamy. Tym razem jest to konieczne. Mimo, że ludzie mieszkali tu już prawdopodobnie cztery tysiące lat przed naszą erą, to świetność tego miasta rozpoczyna się w roku 970 p.n.e. gdy na tronie zasiada jeden z najsłynniejszych władców Izraela król Dawid. Ten fakt też potwierdza najważniejsza księga religii monoteistycznych Żydów, Chrześcijan i Muzułmanów czyli Stary Testament. Po Dawidzie jego miejsce zajął syn Salomon. Który wybudował na wzgórzu „Pierwszą Świątynię”. Jerozolima przechodziła przez ręce Izraela, Babilonii, Persów, Macedończyków. W między czasie świątynia została zburzona i VI w. p.n.e. odbudowano „Drugą Świątynię”. W 63 r. n.e. Jerozolimę zdobywają Rzymianie. Podczas jednego ze świąt paschy stracony przez ukrzyżowanie (standardowa w tamtych czasach procedura egzekucji) zostaje Jezus z Nazaretu. Wokół którego powstaje kult, który z czasem przeradza się w jedną z największych religii – chrześcijaństwo. Pod koniec I w n.e. świątynię jak i miasto burzą Rzymianie. Zostaje tylko fragment ściany, który jest do dzisiaj. Ściana ta pod nazwą „Ściana Płaczu” staje się najświętszym miejscem dla Żydów. W VII wieku na Półwyspie Arabskim objawień dostaje Mahomet. Wzorując się na swoim „mentorze” Jezusie chce ponownie naprawić zepsuty świat religijny i zaczyna głosić nową wiarę – Islam. Według islamu przybył on do kolebki wiary Jerozolimy, gdzie z góry świątynnej tuż przy Ścianie Płaczu udał się wraz z archaniołem Gabrielem w podróż do nieba. Na pamiątkę tego wydarzenia na miejscu ówczesnego chrześcijańskiego kościoła powstała druga najważniejsza (po Mekce) świątynia islamu – Meczet Al-Aksa. Od tego momentu malutki skrawek ziemi jest świętym miejscem dla Żydów, Chrześcijan i Muzułmanów. Taka ciekawostka głównie dla zwalczających się Chrześcijan i Muzułmanów. Ponieważ wbrew pozorom jednymi z najważniejszych osób (nie Bogów) jest Jezus i jego matka Maryja. Do dzisiaj dolina u stup meczetu po arabsku nosi nazwę „Naszej Pani Marii”. Widzimy już tutaj, jak skomplikowana jest sytuacja tego miasta.

   Rozpoczęcie zwiedzania logicznym jest od najstarszego elementu czyli Ściany Płaczu. Samo wejście na dość duży plac nie jest proste. Ze wszystkich stron otoczone przez uzbrojonych po zęby żołnierzy. Posterunki z bramkami i wykrywaczami wszelkich niebezpiecznych przedmiotów. Dostać się tu można albo przejściem w wąskim tunelu z samego centrum miasta, albo z przeciwległej strony przez specjalnie wyznaczone przejście dla dużych grup. My wchodziliśmy od strony miasta wychodziliśmy oszkloną bramą dla turystów. Plac jest duży. Część przy ścianie oddzielona jest do celów modlitewnych. Jednak nie ma tam jakiś ograniczeń i każdy według ustalonych zasad może wejść. Kobiety wchodzą na prawo, mężczyźni na lewo, bo niestety modlitwa odbywa się osobno. Aby sobie na wzajem nie przeszkadzali są oddzieleni wysokim ogrodzeniem. Kobiety muszą mieć chusty na ramionach, a mężczyźni nakrycie głowy. Najczęściej są to jarmułki, które można tu dostać za darmo przed wejściem. Sama Ściana zbudowana jest z wielkich kamiennych bloków. W szpary, w blokach wciska się karteczki z modlitwą lub życzeniem.
Dookoła było mnóstwo bardziej i mniej ortodoksyjnych Żydów. Jedni w białych szatach z grubymi granatowymi pasami (tałesami). Na głowie każdy pobożny Żyd musiał mieć jarmułkę lub na czole czarne, skórzane sześciany z cytatami z Tory (tefiliny). Inni ubrani na czarno, w wysokich kapeluszach oraz długimi brodami i pejsami, tak charakterystycznymi dla Żydów. Na stolikach leżały księgi do modlitwy. Żydzi stali i modlili się, kiwając się w przód i tył. Często głośno wykrzykując swoje modlitwy i gestykulując rękoma.
Gdy byliśmy na placu akurat odbywała się żydowska impreza – bar micwa (w wersji damskiej bat micwa), czyli wstąpienie młodego, trzynastoletniego człowieka do wspólnoty żydowskiej. Jest to odpowiednik chrześcijańskiej pierwszej komunii. Wszyscy mężczyźni ubrani w białe szale. Na barkach ojca lub wuja młodzieniec w białej jarmułce był wnoszony do pobliskiej synagogi. Mężczyźni całą, odświętnie ubraną grupą szli i śpiewali, wesołe pieśni. Po krótkim czasie wyszli ponownie na plac. Chłopak szedł już sam i niósł w ręku wielki zwój zabytkowej Tory, który od tego momentu mógł sam czytać. Warto przystanąć w takiej sytuacji i uważnie się jej przyjrzeć, gdyż zwyczaj ten mało u nas znany jest bardzo ciekawy i interesujący.
Między wszystkimi kręciło się dużo uzbrojonych żołnierzy, co nie było czymś zaskakującym. Jednak gdy ci młodzi ludzie z długimi karabinami, wiszącymi na ramieniu wchodzili w tłum aby się pomodlić, często w grupowym transie, zaczynaliśmy się zastanawiać kto stanowi większe zagrożenie. Ewentualny napastnik, czy żołnierz w modlitewnym transie. Gdzie tu, w miejscu spotkania z Bogiem, jest miłość i wiara w drugiego człowieka.

   Ponieważ musieliśmy się rozejść w dwie różne strony, Magda poszła do kobiet, a Maciej do mężczyzn. Maciej opowiada. Gdy wyszedłem z modlącego się kłębowiska i czekałem na Magdę, wszedłem na niewielki taras ciągnący się wzdłuż jednej z kamienic i z góry mogłem obserwować cały plac. Chodziłem tam przez chwilę to w jedną to w drugą stronę. Ponieważ słońce strasznie paliło, a mój plecak dawał mi się we znaki, co jakiś czas stawiałem go na ziemi, aby ramiona mogły chwilę odpocząć. Po krótkim czasie zauważyłam w odległości kilku metrów, za swoimi plecami, mężczyznę w ciemnym garniturze i okularach. Chodziła za mną krok w krok. Zwróciłem uwagę, że gdy ja stawiam plecak na ziem, on wsuwa rękę pod marynarkę. Przez moment mnie to nawet bawiło, do momentu gdy w jego uchu zauważyłem malutką słuchawkę. Zrozumiałem ochrona. Na araba co prawda nie wyglądam, ale po kilkunastu dniach przebywania na słońcu moja skóra była dość mocno opalona, zarost kilkudniowy, a czapka i ciemne okulary zasłaniały moją twarz. W tym momencie z tłumu wyszła Magda i szybko ruszyłam w jej kierunku. „Ochroniarz”  ruszył szybko za mną. Na szczęście moje spotkanie z Magdą trochę go ostudziło i za chwilę nas zostawił. Po powrocie do hotelu, gdy opowiedziałem o tym w recepcji, wyjaśniono mi, abym na przyszłość tak się tak nie zachowywał, bo przy Ścianie Płaczu ze względu na wyjątkowe zagrożenie zamachami terrorystycznymi izraelskie wojsko, w przypadku zagrożenia ma prawo strzelać bez ostrzeżenia. Co niestety w ostatnich czasach się kilka razy zdarzyło.

   Na środku placu zbudowane są długie drewniane schody, prowadzące ponad murem, na Wzgórze Świątynne. Wygląda to bardzo prowizorycznie i nie ładnie. W zasadzie według chronologii powinniśmy teraz mówić o chrześcijaństwie, ale ponieważ jesteśmy już przy Wzgórzu Świątynnym, postanowiliśmy tam wejść.
Ze względu na zatargi muzułmansko-żydowskie na górę nie wolno wchodzić Żydom, w odróżnieniu od Chrześcijan. Na szczęście nikt tu nie sprawdza, kto jaką wiarę wyznaje, jeśli jej ostentacyjne nie okazuje. Kilka lat temu gdy ówczesny premier Izraela Ariel Szaron wszedł na wzgórze rozpoczęła się druga intifada – czyli powstanie arabskie. Dzisiaj przy zachowaniu szacunku dla tego miejsca można wejść na Wzgórze Świątynne, przy samym Meczecie Al-Aksa. Niewysoki, dość obszerny budynek, wyglądający raczej na opuszczony. To ze względu na zakaz władz Izraela na odprawienie w nim nabożeństw. W środku może pomieścić aż 30 000 wiernych. Długimi szerokimi schodami, przez półokrągłe wejście weszliśmy na górny plac Wzgórza Świątynnego. Na dużym, wyłożonym płytami granitowymi placu, na środku stoi wielka złoto-niebiesko-biała budowla, tzw. Kopuła na Skale. Nie jest to typowa świątynia, ani meczet. Służy ona do osłony skały na której według Starego Testamentu, Abraham miał poświęcić swojego syna, oraz gdzie Mahomet miał dostać się do nieba. Na pewno jest to najbardziej okazała i charakterystyczna budowla Jerozolimy. Jej świecąca w słońcu, złota kopuła widoczna jest z wielu miejsc miasta. Budowla jest bardzo okazała i wyraźnie odróżnia się od szaro-brązowych otaczających ją innych budynków. Patrząc od dołu jest ona najpierw biała  i dość surowa. Od połowy w kolorach niebieskich i całkowicie inna niż dół. Mocno zdobiona drobnymi, licznymi napisami i wzorami arabskimi. Bardzo misternie ułożona mozaika. Na niej znajduje się ta najbardziej okazała, złota kopuła. Wewnątrz nie są odprawiane modły i nie są wpuszczani turyści. Temperatura w słońcu dochodziła prawie do +40oC, więc oglądanie było bardzo uciążliwe, szczególnie, że ze względu na szacunek do obiektów religijnych, nie mogliśmy mieć odsłoniętych nóg. Pot lal się nam niemiłosiernie po całym ciele. Czas uciekać do cienia.

   Została nam chrześcijańska historia tego miasta, która powinna z racji naszego pochodnia być nam najbliższa. Jak się okazuje coś co dobrze się w naszej wyobraźni wyryło przez lata, wcale nie musi być takie jednoznaczne i oczywiste.
Większość  z nas bez względu na to jakie ma poglądy jest w stanie mniej lub bardziej opisać ostatnią drogę Jezusa na śmierć. W życiu codziennym dookoła otaczają nas obrazy i opisy tej wyjątkowej drogi. Nasza dotychczasowa wizja chyba niewiele się różniła od wizji przeciętnego europejczyka. Czyli proces i biczowanie na placu. Wyjątkowa droga pod górę – Golgotę. Tłumy zainteresowanych gapiów. Trzy samotne krzyże na szczycie ponad miastem. Śmierć i pochówek w jaskini pod miastem. Jednak na próżno szukać opisanych wcześniej miejsc. Nie dosyć, że miasto częściowo zostało przebudowane, to gdyby nie turyści niewiele osób by to historyczne wydarzenie tu w współczesnej Jerozolimie interesowało. Więcej nie ma żadnych historycznych i namacalnych śladów tego wyjątkowego wydarzenia. Życie nie lubi jednak pustki i na potrzeby pielgrzymów, mocno ufających w przekaz jaki dostali, możemy dzisiaj zobaczyć obiekty wzniesione na cześć tamtych dni. Z czasem te miejsca obrosły legendami i kultem. W zasadzie droga krzyżowa biegnie od miejsc do miejsc,  w których na przestrzeni, w cale nie tak odległej, ktoś postanowił zostawić po sobie ślad. W tym i polscy żołnierze gen. Andersa, którzy pobudowali jedną z kaplic, która obecnie jest stacją drogi krzyżowej.

   Via Dolorosa – bo tak brzmi oficjalna nazwa „Drogi Krzyżowej” to szereg wąskich i zakręconych uliczek w arabskiej niezbyt reprezentacyjnej części Starej Jerozolimy. Jest to czasami trudny do odnalezienia labirynt uliczek targowych i domów. Niektóre niegdyś były ładnie zdobione, obecnie w większości zniszczone. Rzadko odremontowane. Dla nieobeznanego w terenie turysty może to być trudny do przebycia labirynt. Droga prowadzi co chwilę pod górę i w dół. Po świecącym się od butów, wyślizganych kamiennych stopniach. To jest tętniący życiem jeden wielki targ, serce Jerozolimy. Tak współczesnej jak i starożytnej. Wzdłuż uliczek znajdują się setki sklepików. Nikt tu nie zwraca uwagi na „święte” miejsca, pielgrzym to też klient, więc wystarczy się do niego dostosować. Często aby odnaleźć zaniedbaną, tabliczkę z numerem stacji „Drogi Krzyżowej” trzeba przesunąć jakieś wiszące precjoza. Tutaj nie dziwi nikogo kolorowy stanik, czy fajka wisząca przy stacji Drogi Krzyżowej. Przychodzi jednak taki moment, gdy możemy poczuć się jak za czasów Jezusa. Gdy nagle z za rogu, niczym rzymianie,  wychodzi uzbrojona po zęby grupa izraelskich żołnierzy pilnujących porządku.

   Gdy numerki Drogi Krzyżowej zaczynają się kończyć, każdy z niecierpliwością wyszukuje góry – Golgoty, gdzie miały dokonać się ostatnie akty „Męki Pańskiej”. Gdy wędrujący tłum zaczyna przeciskać się wąskimi schodami między straganami, trudno jest wieżyc, że to o czym nas tyle lat uczono jest obecnie w całkiem niewielkim kościele. Po wejściu na jak by górny taras nad straganami wchodzimy przez niepozorne drzwi do ciemnego kościoła. Dość zawiłego. Tłumy ludzi. Bazylika składa się jak by z kilku poziomów (pięter). Z sufitu zwisają srebrne i stalowe kadzidła, lampy, kaganki. Wszytko mocno zniszczone i osmolone na dodatek nie ma tu żadnej góry a jedynie schody prowadzące na piętro. Tak na pięto Bazyliki. Szaro ciemno i ponuro. Duży gwar tysięcy turystów, blask świec i to poczucie zamknięcia i braku przestrzeni. Gdzie ten krzyż stojący na wzgórzu, na tle nieba, z którego rozpościera się widok na Jerozolimę i droga na nią? Na pewno nie tu. Golgota znajduje się, a może została ustalona w jakimś dziwnym miejscu. Obecnie samo sugerowane miejsce ukrzyżowania jest to jak by ołtarz bardzo mocno obstawiony różnego rodzaju dewocjonaliami. A pod nim kamień, który ma być miejscem gdzie stał krzyż.  Kolejka, każdy klęka, dotyka, żegna się i następny.

   Tuż obok barierka a tam kolejna kolejka. A dokąd ta kolejka? Ileż to razy widzieliśmy słoneczne zbocze z wielkim otworem, wśród pięknej przyrody i wychodzący Jezus z surowego grobu. Jak ktoś spodziewał się, że grób Jezusa jest w takim miejscu, czy chociaż by  jaskini to bardzo się mylił. My też. Tuż obok miejsca ukrzyżowania jest i grób Jezusa. Czyżby już dwa tysiące lat temu ktoś pomyślał o turystach, aby się za bardzo nie nachodzili. Symboliczny grób Jezusa to wielki betonowy sarkofag spięty stalowymi sztabami. Bardziej przypomina walącą się ruinę rosyjskiego bunkra atomowego, niż grób najważniejszego człowieka-Boga w historii. Hałas, długa kolejka. Brak dziennego światła, nastrój daje mrok rozświetlany świecami i niewielką ilością światła padającego z otworu na suficie. Kaplica jakby kilku piętrowa, dość surowa z licznymi arkadami. Ale nie wyglądająca okazale. Szare okopcone ściany. Kolejka odgrodzona barierkami. Do środka po kilka osób wpuszcza jakiś mnich. Nie pozwala się zatrzymać. Wchodzi się przez niewielkie drzwi do pierwszej „sali” 2×2 metry. Następnie przez kolejny jeszcze mniejszy otwór do samego „Grobu Pańskiego”. Wewnątrz ciemno i bardzo duszno. W zasadzie głównie flesze aparatów dają jako taki pogląd co tam jest. Ledwo widoczne rzeźbienia na ścianach. Wewnątrz około 1x1m. Dwie osoby stanowią już ścisk. Na ścianach liczne lichtarze. Nad samymi głowami wiszą… i tyle zdążyliśmy zobaczyć, bo już nas mnich pogonił. Następny proszę.
Pamiętać też trzeba, że nie wszyscy chrześcijanie czczą to miejsce jako Grób Pański. Część wyznań reformatorskich (protestanci, zielonoświątkowcy, metodyści…) „znaleźli” jeszcze inne miejsce, równie „ciekawe” jak katolicy i prawosławni.

   Całą starą cześć Jerozolimy łączy jeden wielki targ. Podzielony na część żydowską, muzułmańską, chrześcijańską i armeńską. Z setkami kolorowych straganów. Arabskie są lepiej zaopatrzone i ciekawsze. Żydowskie to głównie złoto i dewocjonalia. Chrześcijańska i armeńska to głownie część mieszkalna. Ogólnie można tu dostać wszytko. Od przypraw, słodyczy po stringi. I między tymi rzeczami co jakiś czas jest niepozorna tabliczka informująca o kolejnej stacji Drogi Krzyżowej. Często trudno zrobić zdjęcie aby w kadrze obok symbolu religijnego nie było jakiś gaci czy innych rzeczy. Sam targ jest bardzo ciekawy i urozmaicony. Z każdego zakamarka wystają czy zwisają najróżniejsze artykuły wszelkiego pochodzenia. Dywany, opaski, suknie, tkaniny, słodycze, najróżniejsze chałwy, bardzo słodkie cukierki. Naczynia do parzenia kawy czy herbaty. Figurki z drzewa figowego. Krzyżyki wszelkiej wielkości, różańce. Postaci świętych w wszelkiej możliwej konfiguracji. Żłóbki. Koraliki, paciorki, bransolety. Następny sklep z porcelaną. Z wyrobami metalowymi. Koszule, koszulki, wszelkiego rodzaju stroje w bardzo barwnych kolorach. Przez tereny żydowskie co chwile przemknie nie patrząc na innych jakiś ortodoksyjny Chasyd czy cała rodzinka.  Wszytko można dotykać przymierzyć, a przede wszystkim ponegocjować. Obrazy i obrazki, od swojskich klimatów, po obrazy świętych. Czapeczki arabskie i żydowskie. Szisze i inne fajki. Tytonie i dziesiątki rodzajów kaw. Dewocjonalia głownie chrześcijańskie (Muzułmanom i Żydom nie wolno przedstawiać Boga i symboli religijnych o czym mówi dziesiąte przekazanie dane  Mojżeszowi, protoplaście wszystkich tych religii, a które to katolicy i prawosławni wykreślili  – „Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg Twój”. Chyba o tym zapominamy). Na każdym kroku sprzedawca zachwala swoje wyroby , jednak w tej dziedzinie to Arabowie są mistrzami. Kolejny zakręt i kolejna uliczka. Aż w głowie się może zakręcić. Magda ochoczo wchodziła do sklepów, oglądała i jak to kobieta dotykała wszystkiego dookoła.  A co kawałek siedzą miejscowi, może sprzedawcy na małych krzesełkach, z szklaneczkami gorącej herbaty i grają. W grę z kostką. Niestety nie wiem jak ta gra się nazywa. Między nimi biegają młodzi chłopcy z dzbaneczki z gorącą herbatą. Setki najróżniejszych kolorowych przypraw usypanych w kopczyki, popakowane w woreczki i na wagę. Dookoła mieszały się najróżniejsze zapachy podsycane palonymi wszędzie kadzidełkami. Każdy ma swój sposób aby przyciągania klienta, jeden gra na bębenku inny się przebiera, inny nawołuje, kolejny zaczepia. Każdy jest najlepszy i jedyny. A jaki „tani”. W wielu miejscach rzemieślnicy w wolnym czasie tworzą kolejne suweniry. Oczywiście polskie słowa u sprzedawców to nic nadzwyczajnego. Obsłużą klienta w każdym niemal języku. Można sobie kupić kawę i do razu na miejscu zmielić lub tak jak my to zrobiliśmy wymieszać kilka. Przy zakupie jak przystało na prawdziwych kupców, zostaliśmy poczęstowani, w małych filiżaneczkach, kilkoma rodzajami kawy do wyboru.
Dzisiaj wiemy, że jadąc do Jerozolimy nie należy nastawiać się i oczekiwać niczego co dotychczas sądziliśmy o tym mieści. Na pewno, jego różnorodność i inność zaskoczy i zainteresuje każdego.

Wasze komentarze

Jedna odpowiedź do “Jerozolima – święte miasto trzech religii

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.