Jesteś tutaj
Start > Wyprawy > Kaukaz

Kaukaz – rowerem

uczestnicy wyprawy   – patroni medialni   – wsparli nas   – media o wyprawie   – nagrody   –

            dzień  1245

ciągle pada Ushguli – poddasze „Europy” domek kawałek za końcem świata
z górki na pazurki przez Sweneńskie wioski Mariamoba, barani łeb na kamieniu  Stepancminda czyli Kazbegi
Droga Wojenna – Droga Krzyżowa Gaumardżos   Ananurikryzys
Kachetia i „dom wariatów”  12 km od innej cywilizacji Gruzińska Toskania
mnisi w pustynnym stepie w szarej kolebce chrześcijaństwa

W szarej kolebce chrześcijaństwa

   Odprawa na granicy gruzińsko-armeńskiej w Sadakhlo poszła szybko i sprawnie. Żadna ze stron nie robiła nam problemów. Sprawdzenie paszportów to tylko formalność i możemy jechać dalej. Szosa wiła się wzdłuż rzeki Debeda i linii kolejowej na dnie głębokiej doliny. Nad nami wysokie i strome zbocza gór i szczyty sięgające ponad tysiąc pięćset metrów.

Czytaj dalej…

Mnisi w pustym stepie

   Dzisiejszy etap miała się odbyć dwa dni wcześniej. Niestety przez złą pogodę w pierwszych dniach i trudne etapy w dniach późniejszych, dzisiejszy dzień musieliśmy spędzić w marszrutce. Najpierw przez pełne słońca i wypalonej trawy stepy do Dawit Geredży na granicy gruzińsko-azerskiej. Już sama jazda przez brunatne wzgórza, po delikatnie mówiąc gruntownej drodze była przeżyciem samym w sobie.

Czytaj dalej…

Gruzińska Toskania

   Dzisiejszy dzień to powrót do Gruzji. Opuściliśmy Azerbejdżan i kawałek za granicą skręciliśmy na południowy-zachód. Nad nami silne słońce, ale na szczęście też lekki wiatr w plecy. Ustawiliśmy się w „pociąg”, czyli jeden za drugim i szybkim tempem mknęliśmy przez w miarę równy teren południowej Kachetii. Droga jak na Gruzję przyzwoita, męczył nas tylko trochę duży ruch tirów, które mknęły z dużą prędkością, nie zwracając uwagi na małe pojazdy jakimi są rowery. Czytaj dalej…

12 km do innej cywilizacji

   Przez bardzo dobry i obfite śniadanie przygotowane przez naszą gospodynię (chinkali, pierwszy raz nie daliśmy rady zjeść wszystkiego) nasz start trochę się opóźnił. Drogą nr 70, która jak zwykle na mapie była zaznaczona jako jedna z głównych, a w rzeczywistości polna, dziurawa droga, wyglądająca jak u nas drogi dojazdowe na pole, jechaliśmy ponownie w stronę gór. Szeroka prawie plaska dolina, oświetlona porannym słońcem, zapowiadała miły dzień.

Czytaj dalej…

Kachetia i „dom wariatów”

   Noc w miarę przyzwoitych warunkach i przyzwoite jedzenie sprawiły, że rano mimo pochmurnej pogody byliśmy w dobrych nastrojach i pełni ochoty do dalszej jazdy. Szukaliśmy jeszcze dość długo poczty, aby wysłać pocztówki. Mimo, że Tieneti to małe miasteczko i ludzie chętnie nam wskazywali drogę, to jakoś poczty nie mogliśmy znaleźć. W końcu w małej uliczce, w szarym, niepozornym budynku znaleźliśmy pocztę. W zasadzie punkt pocztowy, nad drzwiami maleńkie logo Georgia Post. W tym kraju instytucja poczty prawie nie istnieje. Ceny wysyłki zwykłej pocztówki – którą najpierw trzeba gdzieś zdobyć (ale nie bardzo wiadomo gdzie), to w przeliczeniu 8 zł. Od razu odechciało nam się wysyłać. Czytaj dalej…

Kryzys

   Rano wstaliśmy niewyspani, zmęczeni i w złych nastrojach. Pakowanie szło nam bardzo opornie. Wczoraj mieliśmy ciężki dzień i wieczór, więc kładliśmy się bez mycia. Dopiero dzisiaj to poczuliśmy. Problem był brak bieżącej wodą i toaletą. Jedyne małe, źródełko wyglądało bardzo niehigienicznie, a dojście do rwącej rzeki po drugiej stronie drogi było za strome. Ruszyliśmy dopiero koło jedenastej.  Czytaj dalej…

Gaumardżos

   Mówiąc Gruzja i Gruzini nie można pominąć dwóch słów, które każdy podróżnik, odwiedzający te strony musi poznać. Są to supra i gaumardżos. Supra, czyli rodzinna uczta biesiadna, najczęściej na świeżym powietrzu. Gaumardżos – na zdrowie. Najczęściej wypowiadane słowo podczas każdej supry, imprezy czy wznoszenia toastu, przy każdej nadążającej się okazji. Mimo, że leje się wtedy sporo młodego gruzińskiego wina, to jednego i drugiego pod żadnym pozorem mnie można mylić z rosyjską libacja alkoholową. Czytaj dalej…