Jesteś tutaj
Start > blog > Kaukaz – ciągle pada

Kaukaz – ciągle pada

   Na lotnisku w Warszawie wszyscy stawili się punktualnie. Jeszcze tylko drobne poprawki w bagażach <jak spakować się do samolotu> i można się odprawiać. Część z nas nie dobrze znosi lot więc lądowanie na międzynarodowym lotnisku w Kutaisi było bardzo wyczekiwane. Niestety Gruzja przywitała nas burzą. Na poprawę nastroju Gruzini przygotowali dla każdego miłą niespodziankę, butelkę gruzińskiego wina. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tego rodzaju przywitaniem. Bardzo dobra promocja.

<< cała podróż       << wcześniejszy dzień     dzien     2    4  5                     kolejny dzień >>
linia

  Jak tylko ruszyliśmy zaczęło padać.

Mieliśmy złe przeczucia co do kartonów, szczególnie tych na górze <transport>. Mała marszrutka skierowała się w kierunku północnym w rejon Swenetii. Z każdym kilometrem deszcz nabierał na sile. Nasze zmęczenie dało się nam we znaki i większość z nas zasnęła. Gdy samochód ostro zjechał z asfaltu i zaczął podskakiwać na kamieniach pobudziliśmy się.

Otaczały nas po bokach wysokie zbocza osnute gęstymi białymi chmurami, nisko wiszącymi nad nami. Jechaliśmy wąską, zniszczoną drogą, gdzieniegdzie tylko po resztkach czegoś co kiedyś przypominało asfalt. Z lewej strony stromo pięła się w górę ściana zbocza z której co jakiś czas spadały drobne kamieni i lala się woda, z prawej zaś zaraz obok koła rozpoczynała się krawędź głębokiej doliny na dnie której płynęła rzeka.

Wspinaliśmy się serpentynami.  Niestety widoczność ograniczała się ze względu na chmury zaledwie do kilkudziesięciu metrów. Kierowca co chwilę odbierał telefony, jedną ręką trzymając kierownicę i od czasu do czasu omijał leżące na drodze kamienie lub urwiska. Często ledwo mieścił się w wąskich i ostrych zakrętach. Z niepokojem patrzeliśmy na biegnące wzdłuż drogi liche i dość zniszczone liny, które w przypadku zjechania z drogi miały nas podtrzymać. Sprawiały one wrażenie jak by same potrzebowały pomocy. Nadal pada. Zakręt za zakrętem. Kamienie uderzają w spód samochodu, który podskakuje na dziurach i kamieniach.

W pewnym momencie przed nami na drogę wraz z deszczem i błotem osunęła się ziemia, uniemożliwiając nam dalszą drogę. Jak by tego było mało w naszym kierunku zaczęły spadać po zboczu kamienie. Gdy się zatrzymaliśmy z góry zeszła większa lawina błota całkowicie blokując drogę.

Z za zakrętu pojawiła się drobna postać jakiegoś robotnika, który próbował udrożnić drogę. Niestety jego starania szły na marne, a spadające kamienie stanowiły dla niego duże zagrożenie. Gdy deszcz lekko zelżał, a zbocze przestało się na chwilę osuwać, pojawiła się wielka koparka i zepchnęła kamienie z drogi. Wykorzystał to stojący na przeciwko bus i szybko przejechał kontrowersyjny odcinek drogi. Niestety zaraz za nim ponownie posypały się kamienie, a na domiar złego od strony doliny oberwał się spory kawałek drogi, znacznie zwężając jej szerokość. Znowu do akcji przytaiła koparka, dając nam znać, że jak tylko uprzątnie drogę, mamy jechać. Kierowca odpalił silnik i czekał na sygnał. Nie byliśmy pewni czy cieszyć się, że w końcu pojedziemy, czy bać się tego przejazdu. Operator koparki dał znać i niezbyt powoli ruszyliśmy. Nie chcieliśmy patrzeć w stronę spadających kamieni, więc odruchowo zwróciliśmy się w stronę doliny. Niestety to nie był dobry pomysł, zaraz obok naszej opony w marszrutce zobaczyliśmy wielką dziurę, a w niej głęboką otchłań dna doliny. Samochód zatrzeszczał, zatrząsł i przejechał na utwardzoną drogę. Odetchnęliśmy z ulgą, choć dalsza droga wąskimi serpentynami w górę wcale nie była lepsza.

Po dalszej godzinie jazdy byliśmy w górskiej miejscowości Mestia (მესტია).

Niestety deszcz nadal padał, a w zasadzie lał. Początkowo każdy, krepował się podjęć temat modyfikacji planów i nie jechania rowerami w tej ulewie. Jednak z czasem i nasileniem ulewy stwierdziliśmy, że nie ma sensu dzisiaj wsiadać na rowery. Poprosiliśmy kierowcę aby zatrzymał się przy jakimś domu abyśmy mieli się gdzie schować. Na samym początku miasteczka znaleźliśmy guest house (pokoje gościnne). Niestety po zdjęciu rowerów okazało się, że część kartonów jest tak mokra, że nie nadaje się do użytku w drodze powrotnej. Zostało nam jeszcze zmontowanie rowerów i czas wolny. Złapaliśmy już pierwszą gumę, gdy Michał pompował swoje koła, przesadził i rozsadził dętkę.

Późnym popołudniem, przestało padać i wyszło ładne słońce.

Nie chcieliśmy marnować dnia i poszliśmy się przejść do centrum miasteczka. Mestia wraz z całym obszarem Swenetii wpisana jest na Światową Listę UNESCO, głównie za sprawą, stawianych tu i ocalałych do dzisiaj kamiennych wież.

Dzisiaj wieże w Mestii, schowane są między powstałymi tu dużo później nieciekawymi domami. Z bliska nie robiły tak wielkiego wrażenia jak to opisywały przewodniki, ale z daleka pośród domów i łąk, na tle wysokich, lekko ośnieżonych szczytów wyglądały bardzo ładnie. Zejście z głównej drogi do wieży, wiązało się z poznaniem drugiego oblicza tutejszych domostw. Zdewastowane i brudne zagrody, mocno kontrastowały z starymi wieżami. Jak to w miasteczku górskim, wszystkie drogi prowadzą pod górkę, a przez środek biegnie jedna asfaltowa szosa, na której częściej można spotkać wałęsające się krowy i świnie niż samochód. Domy rozrzucone po całej dolinie zbudowane są z szarych kamieni. Na łąkach u podnóża gór można zobaczyć jeszcze całe stada biegających luzem koni. Konie tu służą głownie do jazdy po bezdrożach i są bardzo częstym widokiem na gruzińskich drogach. Niestety baza turystyczno – jedzeniowa jest tutaj bardzo skromna. Na pierwszy gruziński posiłek, musieliśmy wejść do jedynej restauracji w mieście. Z perspektywy czasu wiemy, że nie było to najlepiej przygotowane danie.

Shoti, to tradycyjny chleb produkowany i sprzedawany od zawsze w ten sam tradycyjny sposób. Oryginalne shoti można dostać w każdej miejscowości prosto z piekarni. My szybko doceniliśmy zalety tego, nie nadmuchiwanego sztucznie pieczywa, które jeszcze po kilku dniach nadawało się do jedzenia.


Chaczapuri, słynne zapiekane placki z serem, mięsem, fasolą lub jajkiem.

linia
<< cała podróż << wcześniejszy dzień dzien 2 4 5 kolejny dzień >>
linia

 

Wasze komentarze

Jedna odpowiedź do “Kaukaz – ciągle pada

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.