Cebu oraz pobliskie wyspy, podobnie jak inne regiony południowych Filipin, oferują turystom ogrom atrakcji. Znajdziecie tu rajskie plaże z miękkim, jasnym piaskiem, doskonałe miejsca do nurkowania i snorkelingu, a także możliwość pływania z żółwiami, rekinami wielorybimi czy wśród ogromnych ławic sardyn. Miłośnicy przygód mogą wybrać się na canyoning wśród tropikalnych rzek i wodospadów lub trekking przez gęstą filipińską dżunglę. Region oferuje również świetnie rozwiniętą bazę turystyczną — od klimatycznych pensjonatów po luksusowe hotele, lokalne restauracje i liczne agencje organizujące wycieczki oraz atrakcje.
Kawasan Falls – canyoning
Niewątpliwie największą atrakcją Cebu jest kompleks wodospadów wzdłuż rzeki Matutinao, wciśniętej w głęboki kanion pośród tropikalnej dżungli. To miejsce zachwyca nie tylko możliwością kąpieli w turkusowej wodzie, ale przede wszystkim canyoningiem – ekscytującą przeprawą rzeką wśród wodospadów i stromych ścian wąwozu.
Na trasie czekają skoki do wody, zjazdy po naturalnych kamiennych ślizgawkach i przeprawy przez rwący nurt. Brzmi dobrze?
Jak ogarnąć canyoning na Cebu
Zorganizowanie takiej atrakcji na Cebu jest banalnie proste. Wystarczy zapytać w dowolnym hotelu o ofertę lub podjechać w okolicę wsi Matutinao, a wszystko zostanie załatwione praktycznie od ręki.
Początkowo planowaliśmy dostać się tam samodzielnie i na miejscu poszukać przewodników, ale ostatecznie okazało się, że taniej i wygodniej było zorganizować wszystko przez hotel i zaprzyjaźnionego kierowcę.
Na miejscu działa kilkadziesiąt firm oferujących canyoning. Co ciekawe – cena jest odgórnie ustalona i wynosi 1800 PHP za osobę. W praktyce nie ma większego znaczenia, z której firmy skorzystacie, bo wszystkie grupy startują i kończą trasę w tym samym miejscu. Różnicę może zrobić jedynie sam przewodnik – jedni są bardziej zaangażowani, inni mniej.
Zjazd zipline czy spacer przez dżunglę?
Na starcie dostajecie dodatkowy „wybór”: zjazd na zipline (tyrolką) albo „godzinny” marsz przez dżunglę.
Organizatorzy mocno zachęcają do zjazdu, przekonując, że spacer jest długi i męczący, a osoby zjeżdżające będą później długo czekały. Naszym zdaniem to zwykły marketing mający sprzedać dodatkową atrakcję. Nie twierdzimy jednak, że zjazd nie jest wart swojej ceny. Po prostu nie każdy lubi takie atrakcje. U nas Monika wybrała zjazd, a ja poszedłem pieszo. Efekt? Na miejscu byłem około 10 minut szybciej niż ona. Co więcej, osoby korzystające z zipline’u omijają pierwszy, bardzo malowniczy fragment rzeki.
Monika jednak potwierdza – sam zjazd nad koronami drzew był fantastyczny i zdecydowanie wart swojej ceny.
Zjazd na linie nad Kawasan Falls
Canyoning – raj ukryty w kanionie
No i zaczęła się prawdziwa przygoda.
Szczerze mówiąc, najprościej byłoby napisać: „było zaj***” i na tym skończyć. Trudno oddać słowami klimat tego miejsca.
Rzeka Matutinao wije się pomiędzy wysokimi, niemal pionowymi ścianami kanionu. Wąwóz raz się zwęża, raz rozszerza, tworząc zakola, naturalne baseny, spokojne odcinki i wodospady. Wysoko nad głową widać drzewa, których korony często całkowicie zasłaniają niebo.
Przez kanion można przepłynąć wyłącznie z przewodnikiem. My trafiliśmy wyjątkowo dobrze – mieliśmy po jednym przewodniku na osobę. Nie prosiliśmy o to i nic dodatkowo nie dopłacaliśmy. Dodatkowo jeden z przewodników przez całą drogę robił nam zdjęcia i filmował.
Skoki, ślizgawki i rwąca woda
Trzeba przyznać, że ruch na trasie jest całkiem spory. Większość grup porusza się dość wolno, więc na zwężeniach czy trudniejszych fragmentach czasami trzeba było przeciskać się do przodu. Nie stanowiło to jednak większego problemu, bo każdy skupiał się głównie na swoim kawałku trasy.
Po drodze kilka razy nurt nagle urywa się i spada kilka metrów w dół – a my skaczemy razem z nim. Są miejsca, gdzie trzeba ześlizgnąć się po mokrych skałach niczym po naturalnej zjeżdżalni. Gdzie indziej nurt jest na tyle silny, że musimy się poddać i płynąć wraz z nim. Są też spokojniejsze fragmenty, w których można po prostu leżeć na wodzie, odpocząć i chłonąć widoki.
Kawasan Falls i kąpiel pod wodospadem
Cała wyprawa kończy się przy jeziorze z największym wodospadem na trasie – Kawasan Falls. To właśnie tutaj większość osób zatrzymuje się na dłużej, żeby popływać i odpocząć po całej trasie. Co ważne – do samego wodospadu można dotrzeć również pieszo, bez konieczności udziału w canyoningu.
Kilka porad o canyoningu
- Miej z na nogach buty do pływania najlepiej z dość twardą podeszwą.
- Kask i kamizelka obowiązkowe i dostarcza organizator. Zwróć uwagę czy kamizelka na właściwy rozmiar, za mała często obciera pod pachami, a za duża w wodzie się przesuwa i ogranicza ruchy i widoczność.
- Nie zabieraj z sobą nic więcej, bo nie będzie jak tego transportować.
Osmeña Peak i trekking przez Cebu
Mało kto wie, że na wyspie Cebu istnieje wyjątkowy szlak prowadzący od najwyższego szczytu wyspy, aż do słynnych wodospadów Kawasan Falls. To wyjątkowa dziewicza trasa przez wsie, pola i gęstą tropikalną dżungle Cebu. Na trasie można spotkać mieszkańców w ich naturalnym życiu, jak i niezwykłą przyrodę, a to wszytko z dala od turystów.
Osmeña Peak 1013 m n.p.m. – najwyższy szczyt Cebu
Osmeña Peak wznosi się na wysokość 1013 m n.p.m. i jest najwyższym punktem wyspy Cebu. Samo wejście na szczyt jest bardzo łatwe i zajmuje około 15 minut spokojnego marszu. Trasa ma zaledwie około 500 metrów długości i około 90 metrów przewyższenia.
Na początku przechodzi się obok budynku „informacji turystycznej”, który w praktyce jest po prostu kasą biletową. W cenie wejścia – 50 PHP – obowiązkowo otrzymuje się lokalnego przewodnika. Po co ? Nie wiadomo. Trudno się tu zgubić, ponieważ na szczyt prowadzi jedna wyraźna ścieżka.
„Informacja turystyczna” pod Osmeña Peak
Ze szczytu rzeczywiście rozpościera się piękny widok na pobliskie, równie wysokie szczyty przypominające zielone kopce kreta. Widać stąd całą szerokość wyspy z morzem po wschodniej i zachodniej stronie. Między nimi pagórki, pokryte różnobarwną zieleniną, z wystającymi ostrymi skałami wulkanicznymi. Na szczycie powiewa flaga Filipin, przy której spore grupki turystów robią siebie zdjęcia. Dla większości to jest już koniec trasy, dla nas początek.
Przez wioski i pola Cebu
Na szczycie pożegnaliśmy się z przewodnikiem, który był wyraźnie zaskoczony, gdy powiedzieliśmy mu, że planujemy iść dalej aż do Kawasan Falls.
Ruszyliśmy w dół, w stronę widocznych w oddali zabudowań i po kilkunastu minutach dotarliśmy wyraźną ścieżką do wioski Patong. Rozciąga się ona na kilku sąsiadujących ze sobą wzgórzach. Szlak biegnie dookoła jednego z nich, ale tubylcy polecili nam, abyśmy poszli skrótem. Skrót prowadził pomiędzy wzgórzami, na których mieszkańcy uprawiali warzywa. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć mieszkańców przy ich codziennej pracy.
Mieszkańcy wyspy przy pracy na polu szczypiorku
Szlak jest bardzo słabo uczęszczany, z naciskiem na bardzo. Byliśmy więc dość dużą atrakcją dla mieszkańców, a co najważniejsze, byliśmy też z dala od turystów.
Na końcu wioski, czyli na kolejnym ze zboczy, była większa grupa domów, sklep i mała kapliczka. Do wsi dochodziła betonowa droga, która się tu kończyła.
Trekking przez dżunglę Cebu
Tutaj zaczęła się prawdziwa przeprawa. Szlak na całej swojej długości nie jest w żaden sposób oznakowany. O ile wcześniej nawigację ułatwiały nam drogi, wydeptane ścieżki i widoczny horyzont, o tyle teraz zmieniło się wszystko.
Gdzieś pomiędzy domami a lokalnym śmietnikiem znaleźliśmy wąską ścieżynkę, mocno zarośniętą i prowadzącą zakosami między ukrytymi w dżungli poletkami. Gdy minęliśmy ostatnie chaty, ścieżka praktycznie zniknęła w gęstych krzakach i wysokich trawach. Nad naszymi głowami zamknęła się ściana lasu – znaleźliśmy się w samym środku dzikiej dżungli. Drogi przed sobą raczej się domyślaliśmy, niż ją widzieliśmy. Kierunek wyznaczała nam nawigacja w telefonie oraz miejsca, gdzie krzaki wydawały się odrobinę mniej gęste.
Z takich liści to by dopiero gołąbki były 🙂
Było dokładnie tak, jak w powiedzeniu: „pięknie i straszno”. Sami w środku dzikiego lasu, bez wyraźnej drogi i bez jakichkolwiek śladów ludzkiej obecności. Za to natura tętniła życiem na całego! Dookoła latały ogromne, wspaniałe motyle, ważki i setki innych owadów. Z drzew zwisały wielkie, kolorowe pająki. Co chwilę z zarośli zrywały się do lotu ptaki, a z głębi lasu dochodziły nawoływania małp i innych nieznanych nam stworzeń. Zachwycały nas gigantyczne kwiaty i liście wielkości człowieka.
Niestety, widoczność spadała często poniżej dziesięciu metrów i to tylko wtedy, gdy krzaki trochę rzedły. Do tego dochodził upał powyżej 35°C, ekstremalna wilgotność i potworna duchota. Tak wyglądało kilka dobrych kilometrów marszu. Nie ukrywamy, że zdarzyło nam się gubić drogę, kręcić w kółko, zawracać i chwilami wątpić, czy idziemy dobrze.
W końcu, po prawie dwóch godzinach walki z dżunglą, wyszliśmy na drogę w kolejnej wiosce – Basao. Odetchnęliśmy z ulgą, widząc „cywilizację”. Po wyjściu z dżungli skończył się naturalny parasol z drzew. Dalsza część drogi prowadziła odkrytą drogą w pełnym słońcu.
Kolorowy pająk wielkości męskiej dłoni
Zaraz za wioską Basao droga znów się urwała, ale na szczęście dalej wzdłuż zbocza biegła wyraźna trasa gruntowa, którą byłyby w stanie przejechać nawet skutery. Na mapie oznaczono ją jako drogę, więc przynajmniej nie musieliśmy się już martwić o nawigację.
Widoki były jednak niesamowite – zielone wzgórza opadające w stronę błękitnego morza wyglądały jak krajobraz z pocztówki.
O czym człowiek marzy w takim momencie? Oczywiście o lodach! I nagle wydarzył się cud. Wychodząc zza zakrętu w kolejnej wiosce – Sanlagan, doszliśmy do lokalnej szkoły, przed którą stała pani z… budką na kółkach i lodami! Nasza radość była nie do opisania. Gdy zajadaliśmy pyszne, zimne i naturalne lody, natychmiast otoczyła nas grupka ciekawskich dzieciaków, a te bardziej odważne zaczęły zadawać pytania.
Sanlagan – lody prawie w środku lasu
Wioska ta była dla nas szczęśliwa, bo znaleźliśmy tam też sklepik, gdzie wypiliśmy, a jak, zimną colę (Monika była w niebie) i najsmaczniejsze ciasteczka jakie, jedliśmy na Filipinach. Tak dla ciekawości cola w cenie 2 złote, ciastko wielkości eklera 10 groszy (i Maciej w niebie).
Po krótkim odpoczynku szlak ponownie wbił się w las, choć tym razem była to już wyraźna, przedeptana ścieżka. Trasa prowadziła raz w górę, raz w dół, aż w końcu wyprowadziła nas na płaskowyż z kolejnym pięknym widokiem. W tym miejscu krzyżuje się wiele ścieżek, przez co łatwo stracić orientację – nam również zdarzyło się tutaj pomylić drogę kilka razy. Ostatecznie, po stromym zejściu, dotarliśmy do brzegu rzeki Matutinao – tej samej, na której kilka dni wcześniej organizowaliśmy canyoning do wodospadów Kawasan Falls.
Praktyczne informacje – trekking Cebu
- Do punktu startowego na Osmeña Peak najlepiej dojechać samochodem lub mocniejszym skuterem. Droga jest bardzo stroma i tricykle mogą sobie nie poradzić.
- Uwaga jak wpiszecie w Google map – Osmeña Peak to pokazuje w złym miejscu, na naszej mapie pokazujemy, gdzie to jest dokładnie. Polecamy (bez reklamy) mapy.com lub dobrego lokalnego kierowcę.
- Wejście na Osmeña Peak jest bardzo łatwe i trwa nie więcej niż 15 minut. Spokojnie wejdzie każdy nawet dziecko, czy osobny o słabej kondycji. Jeśli lubisz trekking poza utartym szlakiem, to będzie jedna z najlepszych tras na Cebu.
Jeśli lubisz trekking poza utartym szlakiem, to będzie jedna z najlepszych tras na Cebu.
Podsumowanie trekkingu przez Cebu
- Długość trasy: 19,3 km
- Czas przejścia: około 5-6 godzin (wliczając szukanie drogi i przerwy)
- Trudność: Średnia (ze względu na duszność w dżungli i palące słońce)
Dystans nieco ponad 19 kilometrów może nie brzmi imponująco, ale przedzieranie się przez duszne, tropikalne zarośla oraz marsz w pełnym słońcu na otwartej przestrzeni i brak oznakowania trasy nie ułatwiały nam zadania.
Poniżej na mapie możecie zobaczyć ślad szlaku jaki przeszliśmy >>>
Inne atrakcje na Cebu
Krzyż Magellana w Cebu City
To właśnie w Cebu rozpoczęła się kolonialna historia Filipin. Dziś jest ono jednym z największych miast Filipin.
Najważniejszym zabytkiem Cebu City jest stojący w niewielkiej ośmiokątnej kaplicy niedaleko bazyliki Santo Niño Krzyż Magellana.
Według historycznych przekazów krzyż został ustawiony 21 kwietnia 1521 roku przez portugalskiego żeglarza (w służbie Hiszpanii) Ferdynand Magellana, który dotarł tu podczas pierwszej w historii podróży dookoła świat. Zaledwie sześć dni później Magellan zginął podczas bitwy na wyspie Mactan w starciu z wojownikami wodza Lapu-Lapu, uznawanego dziś za narodowego bohatera Filipin.
Według lokalnej tradycji oryginalny drewniany krzyż Magellana znajduje się wewnątrz obecnej konstrukcji wykonanej z drewna tindalo. Zabezpieczono go w ten sposób, ponieważ mieszkańcy przez wiele lat odłupywali fragmenty krzyża, wierząc w jego uzdrawiającą moc. Naukowcy sądzą jednak, że oryginał mógł zostać zniszczony lub całkowicie rozebrany już w czasach kolonialnych, a to, co jest obecnie to replika.
Rekiny wielorybie w Oslob
Z założenia staramy się unikać atrakcji związanych z tresurą, niewolą czy znaczącą ingerencją w życie dzikich zwierząt. W związku z tym postanowiliśmy nie korzystać z tej „atrakcji”. Przed wyjazdem czytaliśmy na temat rekinów wielorybich w Oslob i – naszym zdaniem – niewiele ma to wspólnego z ich naturalnym środowiskiem i zachowaniem. Mimo licznych zakazów sami „opiekunowie” często je łamią, co prowadzi do nienaturalnych zachowań zwierząt i zwyczajnie im szkodzi.
Rekiny są nęcone i regularnie dokarmiane. Przebywają w otoczeniu ogromnej liczby turystów, łodzi oraz zanieczyszczeń. W efekcie zmieniają swoje naturalne trasy migracyjne i stopniowo uzależniają się od obecności ludzi.
Oczywiście każdy ma prawo wyrobić sobie własną opinię i samodzielnie ocenić tę atrakcję.
Polecamy ciekawy artykuł na www.lkedzierski.com, gdzie cały problem został dobrze opisany.
Porada.
Jeśli jednak zdecydujecie się zobaczyć rekiny wielorybie, pamiętajcie, że miejsce obserwacji nie znajduje się w samym Oslob, lecz około 10 km na południe — zobacz mapkę poniżej >>>
Sardine Run w Moalboal
Na przybrzeżne wody w okolicach Moalboal przyjeżdżają turyści, aby zobaczyć słynny Sardine Run — ogromne ławice sardyn. Miliony ryb pływają tu w wielkich stadach, tworząc pod wodą hipnotyzujące, zmieniające kształt formacje przypominające wirujące chmury. Co wyjątkowe, sardynki można obserwować zaledwie kilka metrów od brzegu, często już po krótkim snorkelingu.
Bardzo często w pobliżu ławic można również spotkać żółwie morskie spokojnie żerujące przy rafach koralowych. Dzięki temu snorkeling w Moalboal uchodzi za jedno z najbardziej wyjątkowych doświadczeń na wyspie Cebu.
Sardine Run w pobliżu Moalboal
Na Cebu znajdziecie też inne wodospady jak:
- Tumalog Falls
- Aguinid Falls
oraz wiele ciekawych wysepek oferujących snurkowanie i plażowanie na piaszczystych plażach:
- Sumilon Island
- Malapascua
- Bantayan Island
Transport na Cebu
Tricykl – habal-habal
Podstawowym środkiem transportu na Cebu jest tricykl, nazywany tutaj habal-habal. To filipińska wersja tuk-tuka — z tą różnicą, że pasażer nie siedzi z tyłu, lecz z boku motocykla, w specjalnie dobudowanej „budce”. Zazwyczaj mieszczą się tam dwie osoby, choć nikogo nie dziwi widok czterech, a czasem nawet większej liczby pasażerów.
To jeden z najtańszych środków transportu na wyspie. Można zatrzymać go bezpośrednio z ulicy, choć bardzo często kierowcy sami podjeżdżają, gdy zauważą turystę.
Jeepney
Kolejnym popularnym środkiem transportu jest jeepney — niewielki, kolorowy busik, będący tańszą wersją autobusu, spotykaną praktycznie wszędzie na Filipinach.
Jeepneye kursują zarówno po miastach, jak i na krótszych trasach między miejscowościami. To bardzo charakterystyczny element filipińskich ulic — kolorowe, często bogato ozdobione pojazdy są dziś jednym z symboli kraju. Trzeba jednak przygotować się na to, że bywają mocno przeładowane. W środku jest bardzo nisko.
Jeepney – tańszą wersją autobusu
Autobusy
W dłuższą podróż najlepiej wybrać się autobusem. W Cebu City znajdują się dwa główne dworce autobusowe:
- Północny Terminal – obsługujący połączenia na północ wyspy.
- Południowy Terminal – skąd odjeżdżają autobusy m.in. do Oslob (na mapie poniżej zaznaczyliśmy lokalizację dworca południowego).
Już na pierwszy rzut oka zauważycie dwa rodzaje autobusów – żółto-zielone i niebiesko-białe.
Główna różnica między nimi to komfort podróży. Niebieskie autobusy są klimatyzowane i zabierają tylko tylu pasażerów, ile jest miejsc siedzących. Żółte autobusy przewożą natomiast tyle osób, ile zdoła się zmieścić. Często nie mają szyb w oknach ani klimatyzacji, a ich stan techniczny bywa znacznie gorszy. Żółte autobusy są około dwa razy tańsze od niebieskich. Na trasie z Cebu City do Oslob ceny wynoszą odpowiednio około 150 PHP i 300 PHP.
Zarówno jedne, jak i drugie potrafią pędzić krętą szosą w dość szalonym tempie. Dla przeciętnego Europejczyka styl jazdy filipińskich kierowców może być naprawdę emocjonującym przeżyciem.
W kierunku południowym autobusy z Cebu City kursują dwiema trasami:
- wschodnim wybrzeżem – via Oslob do Bato,
- zachodnim wybrzeżem – via Moalboal do Bato.
Przejazd trwa około czterech godzin.
Każdy autobus posiada swojego biletera, który bez problemu pomoże wam odnaleźć właściwy przystanek, poinformuje gdzie wysiąść oraz wyjaśni, którą trasą jedzie autobus.
Lotniska
Nie przez przypadek napisaliśmy „lotniska”, a nie „lotnisko”.
Choć na wyspie Cebu znajduje się rzeczywiście jedno lotnisko w Cebu City, to drugie, nie duże, bardzo wygodne, dla podróżujących na południe, znajduje się na sąsiedniej wyspie Negros – w Dumaguete.
Jeśli planujecie podróż na południe Cebu, np. do Oslob, często znacznie szybciej będzie dolecieć właśnie do Dumaguete. Z lotniska w kilka minut można dostać się do portu w Sibulan, skąd prom płynie kilkanaście minut do portu Liloan na Cebu.
Z obu lotnisk najłatwiej wydostać się tricyklem lub korzystając z aplikacji Grab. Przejazd do centrum lub portu zajmuje zazwyczaj kilkanaście minut.


























