Jesteś tutaj
Start > Kraje > Ukraina > Jałta, Ałupka, Liwadia – krymska riwiera

Jałta, Ałupka, Liwadia – krymska riwiera

     Dzisiaj jedziemy do najsłynniejszego „niestety” krymskiego miasta. Do Jałty (Ялта). Prawdę mówiąc niewiele osób wie, że konferencja wcale nie odbyła się w Jałcie tylko w małej miejscowości obok Jałty, w Liwadii (Лівадія).    Dla wszystkich jednak w historii świata zostanie Jałta. To właśnie z tym miejscem związany jest los Polski i innych krajów Europy wschodniej w drugiej połowy XX. To tutaj, notabene w byłym carskim pałacu letnim, w roku 1945 tak zwana Wielka Trójka, dla innych Wielcy Zdrajcy: przywódca ZSRR Józef Stalin, premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill oraz prezydent USA Franklin Delano Roosevelt dokonali powojennego podziału świata. Oddając na pół wieku w ręce ZSRR między innym i Polskę. To właśnie ówcześni nasi sprzymierzeńcy Brytyjczycy, zapomnieli o nas i o tym co dla nich zrobiliśmy. To amerykanie, którzy do dzisiaj nas i inne narody wykorzystują i kochający naród bratni. Ale koniec już dygresji politycznych bo oni nie są tego warci. Sami sobie poradziliśmy.

     Z Eupatorii do Jałty jedzie się prawie cztery godziny. Jałta jak i Liwadia leża na zboczu góry, i nie licząc jednej drogi przez Dolinę Angarską, wszystkie inne są bardzo wąskie, strome i mało komunikacyjne. Chyba to za delikatne słowa. Autobus przeciskając się przez uliczki Liwadii w pewnym momencie utknął na tyle, że nie dało się jechać ani do przodu ani do tyłu. Wszędzie jest pełno sanatorii, drogi wąskie na tyle, że dwa autobusy mijają się na „żyletkę”, a tu na każdym boku stoi pełno samochodów (a gdzie mają stać jak nie ma parkingów). Z naprzeciwka jechały autobusy, z tyłu inne samochody, a na ostrym zakręcie nie da się minąć. W końcu, zdecydowaliśmy, że wysiądziemy i dalej pójdziemy pieszo. Jestem bardzo ciekawy jak on sobie poradził.

     Pałac dla Ukraińców, a w zasadzie Rosjan, to taka swego rodzaju „świątynia”. Zacznijmy od tego, że była to pierwotnie rezydencja polskiego szlachcica Leona Potockiego. Po jego śmierci rezydencję kupił sam Car Rosji Aleksander II Romanow i zrobił tutaj sobie letnią siedzibę. Taką na wakacje. Na piętrze obecnie tworzone jest muzeum z pamiątkami carskimi. Wiadomo, że ruski w okresie komunistycznym bardzo starali się zniszczyć i zamazać wszystko co się wiązało z caratem. Już przy wejściu widać nietypową budowlę. Mimo ponad stu lat budynek jest nadal śnieżnobiały to  zasługa specjalnego białego wapienia pokrytego jakąś substancją. Parter poświęcony jest konferencji Jałtańskiej. W zasadzie nie ma tu wiele przedmiotów. Jest tu stół przy którym siedzieli przywódcy w wielkiej białej sali. Sala do dzisiaj jest używana na konferencje. Kilka zdjęć i flagi. Salonka Roosvelta i miejsce słynnego zdjęcia. Jakiś film pokazujący kulisy konferencji.
Na piętrze w pomieszczeniach carskich mieliśmy niespodziankę, bo akurat był tam chór petersburski, który nam zaśpiewał. Nie znam się na tym ale było ładne.
Wejście do pałacu około 65Hr. Czas zwiedzania około godziny.

     2013-Krym-Alupka1Niedaleko od Liwadii, ale bardzo wąską i krętą drogą jechaliśmy do Ałupki (Алупка). Ałupka to niewielka miejscowość, równie ładnie położona jak Jałta i Liwadia. Słynie tylko z tego że jest tam park i była siedziba Księcia Woroncowa. Tak naprawdę nie bardzo wiem kim on był, ale musiał być kimś ważnym dla Krymu. 2013-Krym-Alupka3Przeszliśmy przez duży park przyległy do pałacu. Na każdym placyku parku ładnie widać najwyższy szczyt Krymu Aj-Petri (Ай-Петрі) 1234 m n.p.m.. Na który jeździ kolejka linowa. Niestety nie mieliśmy czasu aby tam wjechać. Jeszcze taka ciekawostka związana z Ałupką i Jałtą. Na zboczach są sanatoria i aby ułatwić dotarcie kuracjuszom (często bogatym Rosjanom) na plaże, zainstalowano liczne hotelowe kolejki linowe. Przecinają one biegnące wzdłuż zbocza drogi. Nieżadko bardzo nisko nad drogą.
Parkiem doszliśmy do murów Pałacu. Ładny Pałacyk w stylu neogotyckim (jeśli to coś komukolwiek mówi). Za 5Hr można wejść na drugą stronę pałacu. Warto. Pałacyk jest bardzo ciekawy z wieloma zapożyczeniami wschodnimi. Facet miał łeb na karku, postawił ten pałac w pięknym miejscu z jednej strony widok na góry a z drugiej (z tarasów) widok z góry na morze. Piękne miejsce na dom. Na dodatek przed wejściem stoją piękne posągi lwów, każdy w innej pozie. Furorę robią zdjęcia z śpiącym lwem.  Byle tylko nie przeginać i nie wchodzić na posągi i murki.

     Teraz wracamy do Jałty, którą minęliśmy jadąc do Liwadii, ale nie drogą tylko morzem. Od kilku dni morze w tej okolicy było bardzo wzburzone i w tym czasie statki nie pływały. Więc i nasz rejs stał pod znakiem zapytania. Na szczęście w porcie, okazało się, że dzisiaj pływają. Jak się później okaże, decyzja była dość ryzykowna. Pomost do którego przybijały statki był toporny i ohydnie brzydki. Statki podpływały co chwila i zaraz odpływały. Było bardzo gorąco więc chowaliśmy się w cieniu daszków od sklepików. Niestety w sklepikach oprócz napojów, niewielkiej ilości słodyczy i kompletnie tandetnych pamiątek „made in china” nie było nic. Co do pamiątek to niestety na Krymie jak i w innych miastach ukraińskich nie ma w czym wybierać. Mamy zwyczaj przywieźć sobie jakąś pamiątkę, taką charakterystyczną z danego regionu. Niestety pierwszy raz nic nie przywieźliśmy. Wszytko było chińskie i brzydkie. Chyba, że ktoś się lubuje w pamiątkach po byłym Związku Radzieckim. Ja nie.

   Nasz statek podpłynął po piętnastu minutach. Był to dość solidny dwu piętrowy stateczek. Niestety na piętro można było wejść tylko za dodatkową opłatą. Usiedliśmy więc na dole. Na razie nie było ciasno, ale połowa statku była pusta i zarezerwowana dla „lepszych”. To chyba taka norma w krajach z nostalgią do byłych czasów. Niektórzy Rosjanie lubią czuć się lepsi, a tutejszy rynek im na to pozwala, przy okazji zarabiając swoją działkę.
Ruszyliśmy wzdłuż brzegu w kierunku Jałty. Po kilku minutach jak znaleźliśmy się trochę dalej od zatoki z której wypływaliśmy zaczęło mocno kołysać. Siedzieliśmy całkiem z tyłu więc nawet na mocnym słońcu, bryza unosząca się nad statkiem dawała miły relaks. Sam rejs jak to rejs, szału nie robił ale było miło. Z głośników leciała rosyjsko-ukraińska muzyka patriotyczna, ale przy pracy silników i szumu wiatru niewiele było słychać. Może „lepsi” słyszeli. Po półgodzinie zobaczyliśmy stromy występek skalny a na nim słynny symbol Krymu, pałacyk zwany „Jaskółczym Gniazdem„. Od strony morza wyglądał imponująco, nie był duży, ale wyglądał jak by ktoś go tam postawił przypadkowo i jak by miała zaraz spaść. Z trzech stron otaczała go pionowa ściana. O tym pałacyku nie będę się rozpisywał, poczytajcie sobie w internecie.  Statek opłynął ten występek i podpłyną nie bez problemy do pomostu. Zabrał tu kolejną partie pasażerów. Teraz zrobiło się dość ciasno, na tyle, że nie wszyscy mieli miejsca siedzące. Silniki pracowały na wysokich obrotach, bo fale próbowały wepchnąć statek na skały. My nadal siedzieliśmy z tyłu. Wtedy podeszła do nas Pani z obsługi i poinformowała, że tu z tyłu może być teraz niebezpiecznie, bo popłyniemy pod wiatr. Niestety zlekceważyliśmy jej słowa. Statek odbił od pomostu, włączył pełną moc silników. Zaczęło bujać. Zobaczyliśmy jak rufa statku unosi się i opada na każdej kolejnej fali. Płynęliśmy powoli tyłem pod falę. Gdy tylko wyszliśmy z zatoczki przyszła pierwsza fala. Przeszła po pokładzie. Potem druga. Byliśmy cali mokrzy. Chciałem to sfilmować i odszedłem kawałek i tym momencie statek podniósł się do góry, gwałtownie opadł na fali i nagle przyszła kolejna fala która zakryła rufę statku na ponad metr i wdarła się na połowę pokładu. Wszyscy z tyłu byliśmy cali morzy. A krzyk strachu mieszał się ze śmiechem. Stałem ponad pięć metrów od rufy statku a rozbryzgana fala mnie też dosięgła. Niestety Magda i Damian którzy byli prawie przy rufie pływali od stup po czubek głowy. Dalsza część rejsu odbywała się w unikach fali i suszeniu tego co było mokre.

     2013-Ktrym-Jalta1Po godzinie dopłynęliśmy do portu w Jałcie (Ялта) . U wejścia stał pożęty kilkunastopiętrowy statek pasażerski „Elizabeth Queen”. Robił wrażenie. Szczególnie jak po pewnym czasie wypływał z portu, pośród maleńkich jak łupinka innych promów. Na głównym deptaku Jałty był duży tłum. Część ludzi kąpała się w morzu, mimo wielkich tablic zakazujących kąpieli. Na dodatek było tam brzydko, brudno i kompletnie nieprzyjemnie. Mówie tu tylko o tym fragmencie gdzie się ludzie kąpali. Sama promenada bardzo ładna, mnóstwo sklepików od maleńkich z lodami po Diora i sklepy z futrami. My postanowiliśmy kupić kartki pocztowe i znaczki. Na Krymie nie jest to wcale takie proste. W Eupatorii nigdzie nie znaleźliśmy kartek pocztowych.  W Liwaldi były kartki pocztowe za 1Hr i je kupiliśmy, mieli też tam znaczki ale w cenie  15 Hr za sztukę i nie kupiliśmy. W Jałcie znaleźliśmy pocztę. Wielki, postkomunistyczny gmach. W środku szaro, ponuro i głucho. W jednym okienku siedzi pani i obsługuje. Tutaj znaczki są po 2 Hr. Miło jest popatrzeć sobie jak to kiedyś było i jak daleko już od tego odeszliśmy. Co osiągnęliśmy.

2013-Ktrym-Jalta2Teraz przydało by się jeszcze coś zjeść, bo od rana jesteśmy tylko na kanapkach. Wybór jest duży, jak wszędzie na Krymie. Postanowiliśmy zjeść kebab. Zależało nam aby siedzieć na zewnątrz. Magda i Damian mieli na nogach sandały więc szybko im nogi wyschły. Ja miałem adidasy i skarpetki (muszę bo mam chore nogi) więc w butach miałem delikatnie mówiąc „gnój”. 2013-Ktrym-Jalta4Siedzieliśmy sobie na ławeczce w słońcu i suszyliśmy skarpetki. Spokojnie, z boku bez obciachu.  Po tak miłym odpoczynku i wyżerce przeszliśmy spacerkiem kilak ulic do Soboru Aleksandra Newskiego (Собор Олександра Невського). Bardzo ładna cerkiewka, jakich tu ostatnio dużo. Niestety i tutaj widać ślady działalności ukraińskich konserwatorów.
Na koniec została nam jeszcze ciekawostka. Przejażdżka trolejbusem. Może na niektórych nie robi to wrażenia, ale ja nigdy trolejbusem nie jechałam. A tym bardziej takim „specyficznym”. Wyglądał trochę jak nasz stary ogórek, pomalowany w kwiatki i inne wzory.

23 sierpnia 2013 r.

     To był nasz ostatni dzień w Eupatorii. Jutro ruszamy w kilkudniową drogę powrotną. Która nie zapowiada się lekka. Słońce pięknie świeciło, więc plażą, plaża, plaża … Trzeba, też zrobić zakupy na podróż. Kupić pamiątki. Tak właśnie nam minął ten dzień na błogim leniuchowaniu. A wieczorem pakowanie.

Wasze komentarze

2 odpowiedzi do “Jałta, Ałupka, Liwadia – krymska riwiera

  1. Krym jest piękny – byłem tam od 1970 toku chyba kilkadziesiąt razy. Gwoli informacji powiem, że i teraz (to jest po aneksji Krymu przez Rosję) indywidualne wyjazdy są tak samo możliwe jak i przedtem. Jest tylko jedna różnica – trzeba mieć wizę rosyjską i najlepiej lecieć tam samolotem (Warszawa – Moskwa – Symferopol). Na miejscu mieszkańcy tak samo życzliwi jak przedtem!

    1. Tak. Obecnie się dużo polepszyło w stosunku do tego co było zaraz po aneksji (czyt. napadzie) przez Rosję. Z reguły tak jest, że zwykli ludzie nie zmieniają się nagle i nadal są mili i życzliwi niezależnie od władz.
      Jeździsz tam turystycznie czy zawodowo? Czemu aż tyle razy?
      Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.