Jesteś tutaj
Start > Kraje > Ukraina > Tarchankut – klify

Tarchankut – klify

   Pobudka o piątej rano nie była miła. Na dworzu jeszcze ciemno i chłodno. Szybkie śniadanie i przez otaczające pensjonat chaszcze na przystanek autobusowy.

     Staliśmy zaspani i czekaliśmy, bo niestety autobusy tutaj to nie tak punktualny środek komunikacji jak pociągi. Tak naprawdę to kierowcy byli przyzwyczajeni, że są Panami w drodze. Ruszyliśmy, kto chciał przytulił się do fotela i szybko zasnął. Ja siedziałem i obserwowałem wschód słońca. Piękne żółto pomarańczowe słońce powoli wysuwało się znad szaro błękitnego horyzontu. Lekko rozmyte od delikatnej mgiełki. Co jakiś czas mijaliśmy olbrzymie Rosyjskie radary kosmiczne które wyraźnie odcinały się na jednolitym często pustym horyzoncie. Po kilku godzinach było już całkiem widno gdy nagle autobus mocno zatrzęsło jak by wjechał w serię dziur. Tu na Krymie to raczej nic nadzwyczajnego ale teraz bujało mocniej. Zjechaliśmy z drogi asfaltowej i jechaliśmy „polną” drogą wzniecając kłęby kurzu. Po prawej stronie w oddali widać było morze z lewej płaskie stepy. Po kilku minutach autobus zatrzymał się przy niewielkiej jednostce wojskowej obstawionej kilkoma radarami.

     Byliśmy na Półwyspie Tarchankut (Tарханкутський півострів). Najbardziej na zachód wysuniętym fragmencie Krymu. To tutaj spotyka się step z morzem. Ich spotkanie jest w tym miejscu bardzo imponujące i wyraźnie zaznaczone przez pionowe ściany klifów. Gdy z jednej strony płaski jak okiem sięgnąć step nagle urywa się i spada kilkadziesiąt metrów w dół do Morza Czarnego. Na dodatek ścianę tworzy bardzo niestabilny materiał jakim są skały osadowe, podcinane nieustannie przez wiatr i wodę, tworzą bardzo ciekawe i jednocześnie niebezpieczne wgłębienia. Południowo-zachodnie granice półwyspu są jednocześnie Parkiem Narodowym „Uroczy Port” (Національний природний парк „Чарівна гавань”) Nie jestem pewien czy ta nazwa jest właściwa bo tak naprawdę nigdzie tutaj nie znalazłem tabliczki informującej o parku.

   Ruszyliśmy przed siebie piaszczystą drogą wzdłuż morza. Miejscami droga szła tuż przy samej skarpie czasami wchodziła kilkadziesiąt metrów w głąb stepu. Widoki były przepiękne. Dzięki licznym zatokom krawędź urwiska zakręcała i można było podziwiać piękne twory natury jakim są klify. Tworzyły one liczne poziomy, wysepki, jaskinie czy tunele wodne. Słońce zaczynało mocno przygrzewać. Z góry widać było czystą błękitną toń morza z licznymi ciemnymi plamami wodorostów. Woda była tak czysta, że z wysokości kilkudziesięciu metrów wyraźnie było widać na kilka metrów w głąb pod powierzchnią wody. Bez problemu można było zobaczyć liczne ryby i jeszcze liczniejsze olbrzymie różowawe meduzy. Przez większość drogi szliśmy sami, tylko co jakiś czas mijał nas w oddali jakiś samochód wzbijając w niebo olbrzymie ilości kurzu. Cały płaski step to jedna wielka „piaskownica” porośnięta gęsto wyschniętymi trawami i bylinami. Rzadko tu pada. Ale za to nawet w tak upalny dzień jak dzisiaj bardzo mocno wieje. Z jednej strony wiatr dawał trochę ulgi od słońca, z drugiej jednak powodował hałas i rozdmuchiwał piasek. Piasek na całej trasie był najbardziej męczący. Jego mikroskopijne drobinki wciskały się w każdy zakamarek ubrania. Idąc jeden za drugim trzeba było utworzyć swego rodzaju „klucz – szereg” tak aby osoba idąca przodem nie sypała kolejnej osoby  piaskiem który wzbijał się spod nóg. Dzięki tak silnie wiejącemu wiatrowi powstawało ciekawe zjawisko „stojących” w locie ptaków. Polegało to na tym, że wielkie rybitwy które próbowały wylecieć znad klifów, mocno machając skrzydłami, musiały pokonać siłę wiatru co powodowało, że leciały w miejscu wisząc nisko nad naszymi głowami. Szczególnie młode niedoświadczone ptaki miały duży problem z wystartowaniem. Po dobrych kilku kilometrach minęliśmy pole namiotowe na którym stało kilka prowizorycznie rozbitych namiotów. Namioty były strasznie smagane wiatrem więc wszystkie były poobkładane kamieniami aby wiatr ich nie zerwał do morza. Tu było już więcej samochodów i ludzi. Tutaj też zaczynał kwitnąc przemysł turystyczny. W miejscach gdzie dało się w miarę bezpiecznie zejść do wody organizowane były wszelkiego rodzaju kąpieliska i rejsy po morzu. My też wybraliśmy się w jednym z takich miejsc na wycieczkę szybką motorówką na podziwiane klifów od strony wody.

     Zejście było dość trudne, więc szliśmy trzymając się skał. W niewielkiej zatoczce była zrobiona niby przystań dla jednej motorówki. Motorówka musiała bardzo ostrożnie podpłynąć do brzegu aby nie zahaczyć o wystające dookoła ostre skały. Szybko zajęliśmy miejsca i najpierw powoli płynęliśmy wzdłuż klifów. Podziwialiśmy te piękne skały z poziomu wody. Koszt rejsu 40 Hr. Gdy podpłynęliśmy bliżej brzegu pod powierzchnią wody pojawiły się roje meduz. Olbrzymich, różowych wielkości średniej patelni. Były tak wielkie, że mogliśmy oglądać ich różne narządy gołym okiem. Było ich też tyle, że woda wyglądała jak wielka galareta czy kisiel.

   Po chwili wpłynęliśmy w zatoczkę z pięknym tunelem, przez tunel dało się przepłynąć. W pobliżu z klifów do wody skalało kilka osób. Skakali z bardzo dużej wysokości, aż strach jeżył włosy na głowie. Po rejsie postanowiliśmy jeszcze skorzystać z pięknego słońca i wody na plażowaniu. Plażowanie to dość nie fortunne słowo w tym miejscu. Wąziutkie miejsce gdzie między skałami a wodą ledwo można położyć ręcznik. Całe wysypane kamieniami. Na szczęście tu na dole nie czuć już tego wiatru a słońce ładnie piecze. Kto miał ochotę ten zażył kąpieli słonecznej a kto chciał kąpieli wodnej w czystej i dość ciepłej wodzie. Mieliśmy maskę do nurkowania więc mogliśmy podziwiać piękny i dość bogaty podwodny świat. Niestety meduzy nie pozwalał na pełnie rozkoszowania się w wodzie. Trzeba było uważać bo mocno parzyły, co nie było przyjemne.

     Niestety po tym rozleniwieniu trzeba wracać pieszo tą samą drogą.

Wasze komentarze

Dodaj komentarz

*

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.